Mystic Coalition i Knock Out Productions doskonale wiedzą, jak ściągnąć tłumy na koncerty. Frekwencja na zimowych koncertach Samaela dopisała, a różnorodność gatunkowa, jaką zapewniały supporty – łączący metal i jazz Norwegowie z Shining oraz blackmetalowcy z greckiej kapeli Yoth Iria – mogła przyprawić o zawrót głowy. Jako fanka Samaela uznałam swoją obecność w Progresji za obowiązkową, zwłaszcza, że chciałam nadrobić muzyczne zaległości i w końcu zobaczyć Shining oraz Yoth Iria na żywo – lepiej późno niż wcale, prawda?
Yoth Iria, grupa założona przez Jima Mutilatora znanego z Rotting Christ, zaprezentowała się tego wieczoru jako pierwsza. Śledziłam losy zespołu od czasów debiutanckiego EP Under His Sway, więc skłamałabym mówiąc, że nie miałam oczekiwań w stosunku do ich występu. Na szczęście szybko się okazało, że zespół naprawdę dobrze radzi sobie na żywo. Szybka perkusja i ciężar dynamicznych riffów charakterystyczna dla greckiego black metalu – to połączenie musiało wypalić. Żeby sprawdzone patenty nie wypadły przy tym wszystkim zbyt zachowawczo, zespół nie oszczędzał sobie interakcji z publiką. Wymalowany corpse paintem wokalista już na samym początku zeskoczył ze sceny, gdzie wmieszał się w tłum, a potem co chwilę wracał do widzów.
Widownię dodatkowo rozruszał cover Rotting Christ, kultowe Non Serviam, a Greków pożegnało chóralne skandowanie i morze uniesionych rąk ułożonych w znak rogów.

Samael nie byli jedynymi, którzy mieli w całości zaprezentować jeden ze swoich albumów. Norwegowie z Shining grali wydany ponad 10 lat temu Blackjazz, zaczynając od mocnego The Madness and the Damage Done. Tytuł można by rozumieć dosłownie, gdyż zespół w (przynajmniej!) stu procentach oddawał się dźwiękowemu szaleństwu, momentami zahaczającemu o kakofonię, ponadto w pewnym momencie przy całym tym kontrolowanym chaosie… spadł ze sceny mikrofon (szczęśliwie bardzo szybko zwrócony wokaliście przez jednego z fotografów). Koncertowy otwieracz wypadł świetnie, a atmosferę podkręcano z minuty na minutę. Odegranie Fisheye nie obyło się bez charakterystycznego dla grupy saksofonu, wybijającego się ponad pokręcone, wymyślne klawisze i imponującą perkusję, która rozpędzała tę szaleńczą machinę koncertową.
Nie sposób zresztą pisać o Shining bez wspominania o udzielającej się zebranym słuchaczom energii artystów – określenie „energia sceniczna” nie będzie tu do końca trafione, gdyż frontman wielokrotnie ze wspomnianej sceny schodził. Niezmordowany Jørgen Munkeby niemal wskakiwał między widzów, a w pewnym momencie oddał nawet w ręce fanów kamerę na statywie, stwierdzając, że „będzie miał co udostępniać na swoim Instagramie”. Oczywiste było, że bezsprzecznie metalowy repertuar zespołu, jednocześnie napakowany elektroniką i szalonymi saksofonowymi solówkami, fenomenalnie sprawdza się w warunkach klubowych.

Elektryzujące Exit Sun oraz trwający ponad 10 minut Blackjazz Deathtrance były kolejnymi mocnymi punktami wieczoru, z kolei pozostawiony na wielki finał znakomity cover od King Crimson, 21st Century Schizoid Man, dopełnił dzieła zniszczenia. W połączeniu z wizualizacjami wyświetlanymi na ekranie z tyłu sceny koncert Shining stanowił totalny odlot, po którym znaczna część widowni musiała zbierać szczękę z podłogi.
Setlista Shining:
The Madness and the Damage Done
Fisheye
Exit Sun
Exit Sun, Pt. 2
Helter Skelter
The Madness and the Damage Done Pt. 2
Blackjazz Deathtrance
Omen
21st Century Schizoid Man
Wystarczyło wejście muzyków Samael na scenę, żeby zobaczyć (i usłyszeć!), jak wielu fanów mają w naszym kraju. Chociaż wydany w 1996 roku album Passage podzielił fanów szwajcarskiego bandu, to w bliskiej wyprzedania Progresji nie brakowało zwolenników brzmienia, jakie zespół zaprezentował na swojej przełomowej płycie. Wieczór upłynął pod znakiem black metalu przełamanego klawiszami, orkiestralno-industrialnymi wstawkami i częstymi zmianami tempa, przedstawiając widowni banger za bangerem.
Już od pierwszego numeru, Rain, pod sceną było tłoczno, powietrze buzowało od energii, a na miejscu ciężko było ustać bez potupywania, ruszania głową czy wprost headbangowania, jak miało to miejsce pod barierkami. Zespół parł do przodu z zaangażowaniem godnym doświadczonej szwajcarskiej maszyny koncertowej, a frontman Vorph dziękował publice (również po polsku, co było miłym gestem) za przybycie i wieloletnie wsparcie.

Świetnie było usłyszeć kawałki rzadziej grane na żywo, takie jak dynamiczne Jupiterian Vibe czy Born Under Saturn, podczas którego francuskojęzyczny refren publika wykrzykiwała wraz z zespołem. Mogłabym przysiąc, że w momencie, w którym Samael zabrali się za ostatni numer płyty, A Man in Your Head, minęła zaledwie chwila od rozpoczęcia koncertu. Ciężko było jednak odczuwać niedosyt po półtoragodzinnym koncercie, który zespół kontynuował po odegraniu całego Passage. Po przełamującym gatunkowe bariery albumie muzycy zabrali się za wierny black metalowym wzorcom tytułowy utwór Ceremony of Opposites, po którym widownię dodatkowo rozbudził chwytliwy, dynamiczny numer Samael z ostatniego – jak na razie – albumu Szwajcarów. Przekrojowa setlista obejmowała zresztą numery z pięciu innych pozycji z ich dyskografii, w tym piękne wykonanie klimatycznego Infra Galaxia oraz nośne Year Zero skłaniające do kiwania głową na boki w szaleńczym rytmie. Wkrótce black metalowych maniaków ukontentowało obowiązkowe Baphomet’s Throne, należące do największych hitów nagranych przez braci Locher, a na koniec pozostawiono Black Supremacy, przed którym lider grupy zachęcił publikę, aby „dała z siebie wszystko”. Tak też się stało, gdy zawrzało ostatnie pogo wieczoru, a najzagorzalsi fani wykrzyczeli refren wraz z Vorphem.
Setlista Samael:
Rain
Shining Kingdom
Angels Decay
My Saviour
Jupiterian Vibe
The Ones Who Came Before
Liquid Soul Dimension
Moonskin
Born Under Saturn
Chosen Race
A Man in Your Head
Ceremony of Opposites
Samael
Slavocracy
Son of Earth
Infra Galaxia
Year Zero
Reign of Light
Baphomet’s Throne
Black Supremacy
Mamy dopiero końcówkę lutego, ale wiele wskazuje na to, że jeden z najlepszych koncertów tego roku jest już za mną. Może nie jest to nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że Samael należą do moich ulubionych zespołów metalowych, a w warszawskiej Progresji chyba nigdy nie bawiłam się źle, jednak energii i entuzjazmu na takich wydarzeniach nie da się podrobić. Każdy z zespołów na swój sposób wciągał i intrygował, a ponad trzy godziny koncertów były najlepszym możliwym sposobem spędzenia niedzielnego wieczoru. Jeśli dzień święty należy święcić, to tylko tak!
Zdjęcia: Norbert Dorobisz
- Year of the Goat – „Trivia Goddess” (2025) - 11 listopada 2025
- Mütterlein – „Amidst the Flames, May Our Organs Resound” (2025) - 11 listopada 2025
- Conan – „Violence Dimension” (2025) - 23 października 2025






