The Last Ten Seconds of Life – „No Name Graves” (2024)

Ciężar muzyki ma różne formy i każda z nich z biegiem lat oferuje słuchaczom coś zupełnie nowego. Kiedyś ciężki był heavy i thrash metal, później death i black. W dwudziestym pierwszym wieku granica ekstremy poszła o wiele dalej i mamy dziś np. deathcore. Mocno sympatyzuję z tym gatunkiem i dziś napiszę o płycie No Name Graves zespołu o wdzięcznej nazwie The Last Ten Seconds of Life.

Pochodzący z USA kwartet ma już na koncie siedem albumów studyjnych, z których każdy zawiera ekstremalny wyziew przesycony mrokiem i chaosem. Mimo że dwa lata temu zespół przeszedł pewne roszady w składzie i do oryginalnego gitarzysty, Wyatta McLaughina, dołączyli nowi muzycy, esencja brzmienia pozostała niezmienna. Na No Name Graves otrzymujemy 34 minuty gęstego niczym smoła łomotu zawartego w dziesięciu premierowych utworach, granych na jedną gitarę elektryczną, w dodatku sześciostrunową, co zdarza się w tym gatunku muzyki niezwykle rzadko. Od pierwszego uderzenia – utworu Of All Humanity, The Sum – zespół nie ma litości dla słuchaczy, sunąc niczym buldożer, który zgniecie wszystko co stanie mu na drodze. Mamy tu też ciekawych gości, np. w utworze tytułowym swoje wokalne trzy grosze dorzuca frontman death metalowej rewelacji, Sanguisugabogg, Devin Swank, a w numerze Letania Infernalis słyszymy pierwotny ryk Ricky’ego Myersa z legendarnego Suffocation. Obecność takich gości dodaje jeszcze więcej mięcha do muzyki The Last Ten Seconds of Life i czyni ją jeszcze brutalniejszą i bardziej pompatyczną. Gitara i bas powodują, że głowa słuchacza rytmicznie porusza się niebezpiecznie nisko podłoża, a ładunek muzyczny bez ostrzeżenia rozrywa go od środka. Każdy z utworów jest bardzo sprawnym trybikiem w tej muzycznej maszynie zniszczenia i w żadnym wypadku nie zostawia uczucia niedosytu. Warto docenić również to, że muzyka nie jest zagadana ścianą dźwięków i potrafi „odetchnąć”, aby kilka sekund później znów uderzyć z całą mocą. Instrumenty nie przepychają się między sobą, zapewniając dobre brzmienie wysokim poziomem selektywności.

Swoim nowym albumem zespół pokazał, że jest w stanie zbudować się na nowo w odświeżonym składzie i nie stracić na mocy i agresywności. Mogę się nawet pokusić o stwierdzenie, że w tej chwili jest silniejszy niż kiedykolwiek i może z optymizmem patrzeć w przyszłość, pozostając niezwykle ważnym graczem sceny ekstremalnej.

Ocena: 9/10

Michał Drab
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .