Gatecreeper – „Dark Superstition” (2024)

Dużo jest narzekania, że we współczesnej muzyce jest ogromny deficyt melodii i wszystko grane jest na jedno kopyto bez żadnego polotu. A o metalu to już nie ma co wspominać – gatunek zjadający własny ogon. Te teksty są powtarzane wśród fanów ciężkiego grania od wielu lat. Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem, gdyż fantastycznych i mało znanych grup jest na pęczki. Przykładem dostarczenia dużej ilości melodii na siermiężne i ciężkie riffy jest pochodzący z Arizony zespół Gatecreeper, który wydał właśnie swój trzeci album Dark Supersition.

Moje pierwsze spotkanie z zespołem miało miejsce w pandemii, mniej więcej rok po wydaniu ich drugiego albumu Deserted, na którym serwowali bardzo surowe, mięsiste riffy na modłę Bloodbath, Dismember czy Bolt Thrower. Podobało mi się to granie, bo odnalazłem w nim ogrom dobroci dla siebie i od pierwszej sekundy wyczułem, że nie ma w tym żadnej ściemy. Po pięciu latach grupa powróciła z nowym albumem i postanowiła swoje mięcho doprawić w sposób naprawdę wyjątkowy. Bardzo dawno nie słyszałem tak melodyjnych, dobrze się kojarzących aranżacji w postaci pracy dwóch gitar i sekcji rytmicznej. Jednak nie mamy tu do czynienia z albumem melodic death metalowym. Gatecreeper gra absolutnie pierwotny i złowrogi „śmierć metal” z dodatkowymi komponentami, które tylko dodają kolorytu muzyce, nie przechylając szali za mocno w drugą stronę. Pokuszę się o stwierdzenie, że ten album to dobry „przekładaniec”, w którym jedne utwory mają więcej pierwiastka melodyjności, a inne mniej. Otwierający płytę Dead Star ma w sobie dużą dawkę groove’u i patentów znanych z utworów chociażby Amon Amarth. Kolejnym dobrym przykładem niech będzie Superstitious Visions, którego riff jest znów bardzo „Amonowy”. W utworach bardziej melodyjnych nawet wokale mają chwytliwą i mniej chropowatą linię niż w pozostałych numerach. Na Dark Superstition są też utwory całkiem surowe, jak chociażby Masterpiece of Chaos czy Mistaken for Dead gdzie głowa automatycznie zaczyna headbangować, a palce dłoni układają się w rogi. Całość złożoną z 10 utworów dopełnia konkretny kolos w postaci utworu Tears Fall From The Sky, który mocno skojarzył mi się z doomowo/deathowymi dokonaniami Paradise Lost. Uwielbiam takie pompatyczne zakończenia. Po wybrzmieniu ostatnich dźwięków spojrzałem na zegarek i zdumiałem się, że 37 minut trwania albumu minęło tak szybko. Przy muzyce Gatecreeper naprawdę można odlecieć.

Płyta Dark Superstition broni się od początku do końca wyśmienicie, trzyma gardę i wymierza słuchaczowi kolejne, przepiękne ciosy. Mam wrażenie, że pięcioletnia przerwa przysłużyła się zespołowi, który mocno ewoluował w bardzo dobrą stronę i niech nie dziwi nikogo ich obecność na największych światowych scenach. Po dziesięciu latach stażu brzmią absolutnie klasowo i potężnie. Jest to kolejny dowód na to, że ekstrema ma się znakomicie.

Ocena: 8/10

Michał Drab
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .