Jasta – „…and Jasta For All” (2024)

Jamey Jasta to człowiek orkiestra. Frontman Hatebreed, współorganizator festiwalu Milwaukee Metalfest, właściciel wytwórni płytowej Stillborn Records oraz podcaster. Artysta w natłoku obowiązków nie zapomina również o kontynuowaniu swojej solowej kariery, którą prowadzi od 2011 roku. Nigdy specjalnie nie śledziłem jego solowej ścieżki (chociaż samo Hatebreed bardzo lubię), ale nowy album o dziwnie znajomo brzmiącym tytule „…and Jasta For All” i mocno rzucającej się w oczy okładce przykuł moją uwagę do tego stopnia, że nie mogłem nie posłuchać i nie napisać kilku słów.

Jasta postanowił pójść w „romantyczne” tango z thrash metalem. I zrobił to bardzo na serio, chociaż przymrużenia oka w nawiązaniu chociażby tytułem i okładką do płyty Metalliki nie brakuje. Pochodzący z Connecticut muzyk nie kryje swojej sympatii do złotych lat thrashu, zarówno tego wywodzącego się z zachodniego, jak i wschodniego wybrzeża USA, a także z Europy. Nie kryje też, że ze względu na swoją renomę może do gościnnych występów na albumie zaprosić artystów ze światowej ekstraklasy. I wychodzi z tego… prawie klasyczny thrash z ciekawymi dodatkami – już od pierwszego ciosu „They See Us as Prey”, gdzie na początku słychać mocne wpływy Metalliki z płyty „Death Magnetic”, a później jest jazda bez trzymanki w starym stylu. Gitary prują riffami dobrze znanymi przez słuchaczy metalu, perkusja napędza całą maszynerię, a Jamey dodaje swojego „hardkorowego” pierwiastka w wokalach. Głos tego jednego z najbardziej znanych wokalistów sceny hardcore/metalcore jest rozpoznawalny praktycznie od razu i słuchając go wyobrażałem sobie, jak dyryguje tłumem kotłującym się pod sceną, wykrzykując kolejne wersy. Pikanterii całości dodaje obecność wspomnianych wyjątkowych gości: w utworze „Create the Now” słyszymy wokalistę Testament, Chucka Billy’ego, a w „R.M.P.C” gitarowo szaleje założyciel Anthrax – Scott Ian. Oprócz nich w „Suicidality” smakowitą solówką gitarową popisuje się Phil Demmel, znany z gry w Machine Head, a obecnie z zespołu Kerry’ego Kinga. Ostatnim gościem ze świata thrashu jest Steve „Zetro” Souza, który obdarzył jadowitymi wokalami utwór „Assimilation Agenda”. W trakcie 10 utworów trwających łącznie 36 minut romans thrash metalu z hardcore’em trwa w najlepsze. W końcu dla tego drugiego pierwszy to trochę starszy brat.

Wsłuchując się w całość dochodzę do wniosku, że Jasta zaczerpnął na nowy album patenty od znakomitej większości topowych artystów gatunku: Od „Wielkiej Czwórki”, przez Overkill, po Sodom i Kreator. To wszystko znakomicie wymieszał w jednym kotle z zachowaniem bardzo dobrych proporcji. Całość płyty zamyka „The Phoenix Way”, nad którym unosi się duch Slayera – nie sposób go nie wyczuć. Wyjątkowa melodyjność i bojowy klimat w refrenie dopełniają dzieła na tej bardzo udanej płycie.

Jamey Jasta jest artystą kompletnym, który zaczął jako hałaśliwy młodzieniec w podziemnym świecie hardcore punka i przez lata intensywnego rozwoju dał się poznać na naprawdę wielu płaszczyznach. Zdaję sobie sprawę, że twardogłowi fani mogą wylać kubeł pomyj na „…and Jasta For All” za „szarganie” thrashu przez człowieka „z innej planety”. Jednak bijąca z tego albumu szczerość, agresja i autentyczność wygrywają na starcie. I jak to śpiewał klasyk, od którego bohater powyższego tekstu zaczerpnął tytuł i okładkę: „….Nothing Else Matters” ;).

Ocena: 9/10

Michał Drab
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .