Baalzagoth – „No God, No Savior” (2026)

Po czterech latach od premiery debiutu Baalzagoth wraca na tarczy z drugim bękartem zatytułowanym No God, No Savior. Następca Morbid Persecutions wydany zostanie 6 czerwca 2026 roku z logo Putrid Cult. Baalzagoth to horda, która od wydania debiutu dobrze sobie radzi na scenie. Jest ich dużo w sieci, pojawiają się na koncertach i festiwalach. Morbid Persecutions swoją zwierzęcą agresją utorowała im drogę poprzez gęstwinę nowych nazw zapewniając rozpoznawalność. Druga płyta poniekąd będzie testem, musi ugruntować pozycję zespołu i zapewnić publikę o swoim długotrwałym zaangażowaniu w metal. Nie będzie tu taryfy ulgowej, scena nie wybacza, scena szybko zapomina. Pniesz się długo, spadasz szybko.

No God, No Savior zostało dopracowane w kilku lokacjach, perkusję nagrano w Sound of Records Studio (Terrestrial Hospice), gitary w Tetra Wave Studio (Sothoris) by ostatecznie miksu i masteringu dokonać w Heinrich House Studio (Deus Mortem). Zabiegi te zapewniły bardzo mocne brzmienie, wręcz siłowe i maksymalnie zbite. Jest to trochę inne podejście niż obecnie się spotyka, bo większość brutalnych załóg kieruje się w stronę starej szkoły i gruzu. Tu jest selektywnie i możliwie mocno, w moim uznaniu dobrze, aczkolwiek z chęcią posłuchałbym jak te kawałki brzmią z nieco naturalniejszym i brudnym soundem. Charakterystyka utworów na pewno by w takiej materii się sprawdziła, muzycznie jest to ukłon raczej w stronę starszej szkoły metalu niż nowocześniejszym odłamom śmiercionośnego ataku. Baalzagoth utrzymuje swą sztukę raczej w średnich tempach, bazując na marszowych łamaczach kości i złowieszczych zwolnieniach. Gdy przyspiesza, robi to bardziej dla urozmaicenia niż dla samego zapierdalania dla zapierdalania. Dzięki szybkim partiom te wolniejsze brzmią ciężej i wyraźniej co pokazuje iż muzycy potrafią w balans. Zapewnia to albumowi dynamikę i diabelski groove. Oprócz klasycznego, nieskomplikowanego death metalu na albumie słychać sporo black metalowych zapędów. Wokalista Oktavius często uderza w łacinie i nawiązuje do tematów około satanistycznych budując atmosferę, która z inspiracjami blackowymi nadaje całości smolistego wydźwięku. Postawa ta na pewno dobrze współgra z imagem bandu i cieszy dużą grupę polskich maniaków unholy metalu.

Poza ogólnie dobrą całością muszę wspomnieć o dwóch elementach jakie mi się zdecydowanie nie podobają. Pierwszym z nich jest utwór Codex Asmodei, gdzie pojawiają się polskojęzyczne teksty. Pewnie znajdą się ludzie, którym to siądzie, ale dla mnie brzmi to kwadratowo i bez odpowiedniej mocy. Wokal w tej materii zdecydowanie traci na agresji, a teksty wypadają infantylnie. Drugi temat, który wywołał moją niechęć to motyw otwierający Excommunicatus Ab Humanitate. Ja wiem, „Slayer k…a”, ale trzeba mieć gdzieś umiar w korzystaniu z inspiracji. Rypanka z Raining Blood jest tu po prostu zbyt bezczelna.

Ostatecznie nie zmienia to faktu, że drugi manifest Baalzagoth spełnia swoją rolę bardziej niż dobrze. No God, No Savior to naprawdę solidny i brutalnie prawdziwy album. Jego death/black metalowy charakter ma szansę znaleźć mu wielu fanów, i wszystko w rękach zespołu by materiał do tych ludzi dotarł. Wydaję mi się także, że band już na tym etapie znalazł sobie własną niszę i będzie nią kroczył w przyszłości.

Ocena: 8/10

Baalzagoth na Facebook’u.

(Visited 1 times, 36 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .

Dodaj komentarz