Początek 2026 roku zapowiadał się świetnie dla thraszyku – nowe płyty Megadeth, Exodus czy Kreator miały zaspokoić wszelkie pragnienia maniaków gatunku. Mądry metal po szkodzie. Teraz już wiemy, że zamiast thrashu dostaliśmy trash, a te trzy legendarne w swojej szufladce zespoły zmówiły się na wspólne dostarczenie jednych z najsłabszych wydawnictw w swoich wieloletnich karierach. Z odtrutką na te smutki, szczególnie te wywołane przez Mille Petrozzę i jego kolegów, przychodzi nasz rodzimy HellFuck, dodatkowo wzmocniony poprzez dołączenie samego Inferno.
W ciągu blisko czterech lat od premiery debiutanckiego Diabolic Slaughter modus operandi zespołu nie zmienił się ani o jotę. 9 Nails Hammered Into the Flesh of God to wciąż mocno podkręcony thrash na mocno teutońską modłę – jeśli nie wiecie, o co chodzi, to wyobraźcie sobie Kreator, który w drodze na nagrywki Pleasure to Kill wpada do kontenera wypełnionego po brzegi koksem. Kompromisów tu brak, jest za to nieustanna żądza agresywnego parcia do przodu, znakomita perka, świetne solówki, klasycznie „kreatorowy” wokal Skullrippera, spory ładunek bluźnierstwa i wielgachny potencjał headbangingowy.
A więc w telegraficznym skrócie – dokładnie to samo, co na poprzedniczce. W tym przypadku nie widzę w tym jednak niczego złego, szczególnie biorąc pod uwagę, że poprzednia płyta HellFuck w swojej kategorii pozamiatała i zapisała się u mnie jako jedno z najlepszych thrashowych wydawnictw ostatnich lat, nie tylko na polskiej ziemi. 9 Nails Hammered Into the Flesh of God to godne następstwo tamtego krążka i obecnie na rynku niczego lepszego w tej niszy nie znajdziecie.
Ocena: 8/10
Hellfuck na Facebooku
- HellFuck – „9 Nails Hammered Into the Flesh of God” (2026) - 9 kwietnia 2026
- Pothamus – „Abur” (2025) - 31 marca 2026
- Villagers of Ioannina City, Sunnata, Five the Hierophant – Kraków (11.03.2026) - 23 marca 2026
Tagi: 2026, 9 Nails Hammered Into The Flesh Of God, Godz Ov War Productions, HellFuck, recenzja, review, speed metal, thrash metal.






