Wizyty moich ulubionych zagranicznych zespołów w Polsce niezmiennie uznaję za obowiązkowy punkt w kalendarzu. Tak było też z Zeal&Ardor, którzy krótko po premierze najnowszego album GREIF (recenzja tutaj) zagrali w warszawskiej Proximie. Jako support wystąpili Dom Zły, co dodatkowo uświetniło wieczór i sprawiło, że do stolicy jechałam podekscytowana do granic możliwości i pewna tego, że czeka mnie doskonały koncert. Nie muszę chyba mówić, że się nie zawiodłam?
Już pierwszy zespół wieczoru ściągnął do klubu tłumy, a frekwencja zdecydowanie dopisała. Nie było w tym zresztą nic dziwnego – kilka miesięcy temu miałam okazję do wysłuchania najnowszych kawałków Domu Złego w warunkach koncertowych i do przekonania się, jaką siłę rażenia na żywo mają te utwory. Tamten ich występ należał do tak dobrych, że powtórkę z rozrywki przyjęłam entuzjastycznie. Grupa stanęła na wysokości zadania, prezentując setlistę opierającą się głównie o najnowszy album Ku Pogrzebaniu Serc.
Nie zabrakło żadnej ze składowych, które tak cenię i wprost uwielbiam w ich twórczości: olbrzymiego ładunku emocjonalnego, surowego, przesyconego mrokiem brzmienia oraz posępnej atmosfery, tak gęstej, że można ją ciąć nożem. Całości dopełniał potężny i głęboki growl w wykonaniu Ani Truszkowskiej i ściana dźwięku budowana przez dwie gitary oraz bas. Występ Domu Złego należało uznać za sukces, a połączenie black metalu z doomem oraz post-metalowych wtrętów wypadło bezbłędnie.
Setlista Domu Złego:
Dla Świata Umierać
Wiatr
Rzeka
Zła Krew
Czarny Ptak
Nie Pamiętam siebie
Ku pogrzebaniu serc

Zeal&Ardor na żywo nie mają sobie równych, zarówno na poziomie technicznym, jak i pod kątem zaangażowania w prezentowany materiał. Było to słychać już od pierwszych utworów, którą otworzyło the Bird, the Lion and the Wildkin i kontynuowało energetyczne, „marszowe” Wake of a Nation, które zostało błyskawicznie podchwycone przez widownię.
Z jeszcze większym entuzjazmem przyjęto obowiązkowe na setliście Götterdämmerung – publika zdzierała sobie gardła podczas powtarzania tekstów i błyskawicznie wpadła we właściwe repertuarowi Zeal&Ardor wibracje, a w pobliżu sceny co jakiś czas wręcz kotłowało się w moshpicie.
Z każdym kolejnym utworem było tylko lepiej, a entuzjazm zespołu rozprzestrzeniał się w klubie niczym ogień piekielny. Jak to ujęła odpowiedzialna za zdjęcia Wiktoria (dzięki za celną uwagę!) – utwory Zeal&Ardor są melodyjne, a przy tym mroczne i zajebiście dobrze wyprodukowane. Nic dziwnego, że po festiwalu Mystic popularność grupy w Polsce wzrosła, a Proxima w niedzielny wieczór była bliska wyprzedania.
Wszystkim, którzy zastanawiają się nad zobaczeniem zespołu na żywo po wydanym w sierpniu GREIF, mogę tylko polecić wybranie się na ich koncert. Album, który wzbudził przecież niemało emocji, doskonale się sprawdził w warunkach koncertowych i sądząc po reakcjach widowni, naprawdę dobrze się przyjął.
Przekrojowa setlista była zresztą zaaranżowana po mistrzowsku i chyba nikt nie mógł zarzucić Zeal&Ardor przewidywalności czy pójścia na łatwiznę. Przepełnione metalową mocą Götterdämmerung poprzedzało Ship on Fire, które dzięki chórom i rytualistycznemu zacięciu niezmiennie przyprawia o ciarki, z kolei akcentowane znakomitym brzmieniem basu Kilonova sąsiadowało z moim absolutnym faworytem Run, jednym z najbardziej agresywnych w całym repertuarze zespołu.
Szalenie ciekawą parę stanowiły również Golden Liar i Sugarcoat – słuchanie tego pierwszego na żywo za każdym razem chwyta mnie za serducho, z kolei to drugie jest tak lekkie i chwytliwe, że śmiało można określić ten utwór jako frajdę w czystej postaci. Emocjonalne zmasakrowanie na koncercie Zeal&Ardor miałam gwarantowane i chwała im za to.

Od ciężkich numerów (które sam frontman określał po prostu mianem „angry songs”), poprzez te bardziej chwytliwe i energetyzujące, aż po przejmujące utwory, podczas których zwalniano tempo i podkręcano emocje, fani żywiołowo reagowali na każdy i nie pozostawali dłużni artystom, którzy na scenie dawali z siebie wszystko.
Dystans, jaki muzycy mieli do siebie samych, był kolejną urzekającą częścią wieczoru. Ciężko było się nie uśmiechnąć na widok interakcji pomiędzy różnymi członkami zespołu, a Manuel (zwykle oszczędny podczas występów na żywo) żartował i kierował liczne słowa uznania pod adresem publiczności. W pewnym momencie Death to the Holy zapowiedziano jako „jedyny dobry utwór zespołu, według jakiegoś gościa na Youtube”, a podczas podziękowań dla Domu Złego frontman uznał, że support „i tak już nieźle rozpierdolił klub, bardzo wysoko stawiając poprzeczkę headlinerom”.
Wszystkiemu towarzyszyły okazjonalne uśmiechy oraz zachęcanie widowni do skandowania i klaskania – choć najczęściej publika sama wyrywała się do szaleństw pod sceną, co nie uszło uwadze występujących. Energia, jaką dzielili się z tłumem, została zwrócona przez polskich fanów z nawiązką, a wykrzykiwanie nazwy zespołu i oklaski nie cichły na długo po opuszczeniu sceny przez zespół. Mocnym akcentem końcowym została nieświęta trójca utworów prezentowana na wielki finał: Trust No One, I Caught You oraz Clawing Out. W obliczu tak mocarnie brzmiącego finału szczękę trzeba było zbierać z podłogi, a na powrót Zeal&Ardor do Polski wyczekuję z niecierpliwością.
Setlista Zeal&Ardor:
the Bird, the Lion and the Wildkin
Wake of a Nation
Götterdämmerung
Ship on Fire
Erase
Tuskegee
Blood in the River
Kilonova
Run
Golden Liar
Sugarcoat
Death to the Holy
To my ilk
Feed the Machine
Devil is Fine
Trust No One
I Caught You
Clawing Out
Autorką zdjęć jest Wiktoria Wójcik.

- Year of the Goat – „Trivia Goddess” (2025) - 11 listopada 2025
- Mütterlein – „Amidst the Flames, May Our Organs Resound” (2025) - 11 listopada 2025
- Conan – „Violence Dimension” (2025) - 23 października 2025






