Crippling Madness – „Władcy Nocy” (2023)

Zabawa w granie rekonstrukcyjne to często miecz obosieczny. Z jednej strony brak potrzeby wymyślania prochu, pootwierane gatunkowe zamki, gotowe i sprawdzone wzorce i przepisy – nic, tylko chwytać za instrumenty. Jednocześnie jednak nietrudno na tej drodze na skróty o wywrotkę, narażenie się na śmieszność i oskarżenia o nieporadne stawanie w szranki z klasyką. Bo ładnie i zgrabnie także w tę grę trzeba umieć.

Wspomnianą sztukę opanowali z pewnością muzycy Crippling Madness, których druga płyta Władcy Nocy ukazała się na początku roku nakładem Putrid Cult.

Cel istnienia Crippling Madness jest oczywisty – przywołanie ducha czasów, gdy ekstremalny metal dopiero się wykuwał, a wyobraźnię fanów rozbudzał piwniczny heavy, thrash i rodzący się death. Słychać w numerach zawartych na Władcach Nocy ducha wczesnej Sepultury, Kreatora, Sodom i Slayera, ale też debiutów Morbid Angel, Obituary, Cannibal Corpse, czy w końcu pierwszych wydawnictw Vadera.

Zarówno pod względem charakterystycznego brzmienia, jak i kompozycji Crippling Madness stanowi bardzo gustowną laurkę dla czasów minionych, na hołdowaniu ikonom się jednak bynajmniej nie kończy. 8 (umownie rzecz ujmując) odśpiewanych w ojczystym języku numerów to po prostu kawał udanego, chwytliwego, opartego na klasowych riffach i przemyślanych strukturach grania. Uroku całości dodają filmowe intra (era kaset VHS zawsze w serduszku), które urozmaicają wybrane kompozycje i wprowadzają słuchacza we właściwy klimat. Trudno przy takiej Klątwie Innsmouth, Rozdartych duszach, czy Nocy Żywych Trupów nie poczuć żądzy krwi, morderczego szału i chęci wycia wraz z zespołem do księżyca w pełni.

Chętnie sprawdzę ten materiał na żywca, wieść gminna niesie, że jakieś daty w 2024 pojawią się w rozkładzie. Tymczasem wracam do wznoszenia pancernej pięści okutej w ćwieki i łańcuchy. Ugh!

Ocena: 8/10

Synu
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .