Site icon KVLT

Ende – L’aube des Anathèmes (2024)

Z kolejną recenzją z katalogu Immortal Frost Productions powróciłem wprawdzie na francuską ziemię, już otwierający L’aube des Anathèmes riff uświadomił mi jednak z jak bardzo klasycznym, „norwesko ukierunkowanym” black metalem przyjdzie mi się tym razem zmierzyć.

Na swojej szóstej dużej płycie, pochodzący z zachodniej Francji black metalowcy, zarówno pod kątem kompozycyjnym (stawiając na prostotę formy), produkcyjnym (świadome raw i lo-fi brzmienie), jak i wizualnym (klasyczna, utrzymana w czarnej tonacji oprawa graficzna), wystawiają gustowną laurkę latom 90. I nie ma kompletnie znaczenia, że patenty i melodie z L’aube des Anathèmes były ogrywane już wcześniej tysiące razy i we wszystkie strony – ich siła, sugestywność i specyficzna nastrojowość sprawia, że szalenie trudno przejść koło nich obojętnie.

Jedynym elementem psującym moje pozytywne wrażenia i wytrącającym mnie z immersji, są na L’aube des Anathèmes klawisze, które ze swoją sztampowością zdają się być żywcem wyjęte z jakiejś przyszkolnej salki katechetycznej. Żeby nie było, nie mam nic przeciwko partiom klawiszowym w black metalu (bo uważam je w tej konwencji za element całkowicie naturalny), jednak akurat w przypadku ostatniej płyty Ende, ich brzmienie i ekspozycja są całkowicie chybione.

Mimo wspomnianego mankamentu L’aube des Anathèmes wciąż ma do zaoferowania obfitą porcję jakościowego grania, które miłośnicy klasycznie surowego black metalu powinni szczerze docenić. Ja doceniam.

Ocena: 7/10

Exit mobile version