Helfró – „Tálgröf” (2023)

Jakiś czas temu media zawrzały od iście piekielnych zdjęć zrobionych na Islandii – erupcja wulkanu Sundhnúkur zamieniła część krajobrazu w rzeki lawy, sprawiając, że zrobione na wyspie fotografie przypominały pejzaż z koszmarów. W ten obraz pożogi i zniszczenia wprost idealnie wpisuje się najnowszy album Helfró, na którym black i death metal tworzą mieszankę wybuchową z piekła rodem. Płyta ukazała się dzięki Season of Mist Underground Activists.

Od początku Helfró nie silą się na subtelności i uderzają w słuchaczy black metalem najwyższej próby. Czuć tu wyraźne wpływy deathu, wokal jest zróżnicowany, momentami gitarowa wirtuozeria aż błyszczy – krótko mówiąc, tym połączeniem ciężko się znudzić. Islandczycy nie rewolucjonizują gatunku i pewnie nie taki był zamiar. Zamiast tego postawiono raczej na sprawdzone patenty i zaraźliwą, nośną energię utworów. Na trwający 35 minut drugi album w dyskografii zespołu w zupełności wystarczy.
Drugi utwór, dynamiczne Fláráð fræði, jest niczym cios między oczy, na którym wokal wypada naprawdę potężnie, uderzając w death metalowe tony, a gitarowe riffy tną z mocą islandzkiego wiatru. Zasiadający za perkusją Ragnar Sverrisson nie dał sobie chyba ani sekundy wytchnienia, niemal katując swój instrument, a bas znakomicie podkreślił pracę tej diabelskiej maszynerii.
Określenia takie, jak młócka, nawalanka i dźwiękowe zniszczenie wydają się być stworzone dla twórczości Islandczyków, gdyż na ich albumie nie uświadczymy nudy, nijakości ani zapychaczy.
Mocne, chwytliwe dźwięki Fangelsaður í tilvist að eilífu, trzeciego numeru wydawnictwa, jedynie utwierdzają w tym przekonaniu, z kolei kolejny utwór Þögnin ytra, kyrrðin innra z połamanym brzmieniem wnosi do wydawnictwa kolejną porcję wściekłości (pomimo tytułu, który zapowiada „Ciszę na zewnątrz, spokój wewnątrz”). Przy całej skondensowanej furii i blackowej nośności, Helfró pozwalają sobie na wprowadzenie krótkich momentów wytchnienia do swojego materiału. Pojawiają się tu zmiany tempa, ponadto utwory takie, jak Sindur oraz Minning um morðingja zahaczają o majestatyczne, lekko symfoniczne brzmienie – oczywiście tuż przed  blackowemu zgiełkowi. Innym ciekawym urozmaiceniem jest zróżnicowany wokal – chwilami tradycyjny blackowy scream jest porzucany na rzecz niższych rejestrów wokalnych rodem z death metalu, jak ma to miejsce na Guðlegt réttlæti.

Helfró mają na swoim koncie kolejny spójny album, na którym metalowy zgiełk przełamują zmiany tempa i oszczędne, symfoniczne wstawki. Jeśli szukacie solidnie wykonanego blacku z dużą dozą death metalu, polecam Wam sprawdzić Tálgröf. Nie grozi Wam rozczarowanie, a szanse na to, że będzie to dobrze spędzone nieco ponad pół godziny, są naprawdę spore.

Ocena: 8/10

Annika
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , .