Lubię kino nowej przygody. To dla mnie najprzyjemniejsza forma rozrywki w kwestii kinematografii. Oczywiście włączając kolejny film tego gatunku doskonale wiem, co mnie czeka, i to najczęściej w kolejności chronologicznej. Wiem, że podane mi zostaną kolorowe bijatyki wygrywane przez głównego bohatera, jego partnerkę i ich kumpli cudem, a czasami dzięki sprytnym gambitom. Wiem, że czeka mnie ileś tam gagów średniej jakości, doskonale wiem jak rozegrany będzie punkt kulminacyjny. Ale wciąż świetnie się bawię, a to właśnie tej lekkiej zabawy, zwyczajnej frajdy, w takich filmach poszukuję.
Hydra to dla mnie taki George Lucas świata muzyki. Ich klasyczny doom metal to właśnie muzyczna translacja kina nowej przygody. Po świetnym pełnowymiarowym debiucie From Light to the Abyss kwartet zaserwował kolejny długograj Beyond Life and Death i po raz kolejny bawię się wyśmienicie, choć jednocześnie wkładając krążek do odtwarzacza doskonale wiedziałem co mnie czeka. Hydra nie zmieniła się znacząco. Okej, może gdyby oba albumy postawić obok siebie zobaczymy jakieś systemowe różnice – nowa płyta chyba bardziej skłania się jeszcze ku klasyce gatunku, składając mały hołd Pentagram czy Saint Vitus i duży hołd Black Sabbath (a może odwrotnie?), rzadziej zagląda w stronę grunge’owej przystępności, zamieniając ją na jeszcze bardziej przysadziste, repetytywne pomysły, częściej sięga też do klasyki metalu nie unikając choćby dubeltowych solówek. Ale to wszystko nie zmienia ogólnego wrażenia – Beyond Life and Death jest naturalną kontynuacją debiutu Hydry i nie przynosi żadnej wolty stylistycznej. Bogu dzięki!
Ale teraz pozwolę sobie zwrócić waszą uwagę na fakt, że ten brak radykalnych zmian u Hydry to jest świetna wiadomość. Zespół bowiem proponuje kolejny zestaw świetnych utworów, które czerpią całymi garściami z klasyki gatunku, które są w niej osadzone tak mocno, jak się tylko da, które dokładnie odpowiadają definicji klasycznego doom metalu. Tym samym zabiera was w kolejną przygodę. Po raz kolejny zatem wyruszamy z zespołem, tym razem nasza ścieżka pobiegnie poza życie i śmierć. Niezapomniana przygoda czeka nas już na samym początku, w walecznym Prophetic Dreams, ale Hydra ma dla nas kilka niespodzianek. Przyjdzie nam się zatem zatopić jeszcze w klasycznym czarnym sabacie przy okazji The Unholy Ceremony, by finalnie spojrzeć śmierci w oczy w With the Devil Hand in Hand i wyjść z tego spotkania z tarczą po to, by móc odpalić krążek ponownie.
Na Beyond Life and Death Hydra po raz kolejny udowadnia, że potrafi zlepić z klasycznych zgranych klisz swój doom metal tak, że wręcz ocieka frajdą. Muzyka, którą tworzy kwartet z Pleszewa, jest nie tylko świetnej, światowej jakości, ale jest po prostu także najzwyczajniej w świecie fajna. W moim osobistym rankingu nowa Hydra ląduje obok Sign of the Devil Dopelord, czyli na samiutkiej górze.
10/10
Hydra na feju -> klik
- Formis – „Bestiarius” (2025) - 10 lutego 2026
- Corruption – „Tequila Songs & Desert Winds” (2025) - 15 listopada 2025
- Leash Eye – „Destination:125” (2025) - 15 maja 2025






