David E. Gehlke – „Bez Celebracji. Oficjalna Historia Paradise Lost” (2021)

Zacząć muszę od kajania się. Bez Celebracji zacząłem czytać na początku roku, ale niebawem książka trafiła do przeprowadzkowego pudła i zapomniana leżała w nim do niedawna. Teraz nadrabiam zaległości i z przeprosinami tworzę niniejszy tekst, o zespole, który odegrał w moim życiu naprawdę dużą rolę. Jego drugi album, Gothic, był jednym z pierwszych przeze mnie zakupionych, jeszcze na pirackiej kasecie, wraz z Kiss, Autopsy, My Dying Bride, Guns n’ Roses. Postawił podwaliny pod to, kim teraz jestem. Muzyka metalowa ukształtowała moją osobowość i w dużym stopniu poprowadziła ku życiu, które dziś prowadzę, więc zupełnie nie musiałem się zastanawiać, czy książkę czytać, czy nie. Jeszcze przed jej wydaniem było pewne, że ten tytuł przeze mnie zgłębiony być musi.

Bez Celebracji wydało wydawnictwo In Rock, a jej autorem jest David E. Gehlke. Kto miał do czynienia z ich pracami, wie, czego może się spodziewać: gruba obwoluta, tłoczone litery na okładce, bardzo solidny wolumin. Wewnątrz pięćset stron tekstu spisanego dosyć sporą kursywą, więc czytanie nie sprawia bólu i można w jednym ciągu przestrzelić sporo rozdziałów. Jedyny minus to brak kolorowej wkładki z fotkami czy okładkami płyt. Jestem zdania, iż takie wstawki są wręcz obowiązkowe w biografiach, więc tu się trochę zawiodłem. Znalazły się także literówki, niewłaściwe podpisy pod zdjęciami, ale to są drobne szczegóły.

Pomimo braku kolorowej wkładki, na liczbę fotografii, wszelkich posterów, flyersów czy ogólnie archiwów nie można narzekać. W książce znalazło się tego bardzo dużo, już na etapie ich przeglądania można sobie wyrobić zdanie na temat rozwoju zespołu i jego rosnącej szybko popularności. Od ręcznie malowanych i kserowanych plakatów po potężne grafiki tak zwanych majorsów. Jest tu wszystko. Są fotki z tras, komentarze ludzi ze środowiska Paradise Lost. Mi oczywiście najbardziej przypadł do gustu początek książki, opisujący pierwsze kroki zespołu i jego drogę rozwoju. Czytając, nie da się nie dojść do wniosku, że muzycy, którym nie można w żadnym stopniu odebrać talentu, mieli także wiele szczęścia. Poczynając od pierwszych nagrań mieli szczęście w spotykaniu odpowiednich ludzi i dokonywaniu dobrych decyzji. Dzięki temu z płyty na płytę stawali się coraz większym zespołem, by w okresie Draconian Times zostać okrzykniętym brytyjską Metalliką… – do czasu Host i ich romansu z ogromną wytwórnią, kiedy to dobra passa się skończyła i band musiał przeprosić się z muzyką metalową i „podziemiem”.

Znacie zespół dobrze, personalnie daleko im do skandalistów typu Ozzy Osbourne, Marylin Manson czy lowelasów z Motley Crue, a co za tym idzie w Bez Celebracji nie napotkacie na tłuste kąski z ich życia prywatnego czy opowieści z jakichś potężnych imprez. Brytyjczycy zawsze stali za swoją muzyką i taka jest też książka, skupiona na muzykach i faktach związanych z ich twórczością oraz na otoczce z nią związanej.

Myślę, że autor nie miał łatwego zadania, ale wydaje mi się, iż mu się udało. Choć pomysł oddania tego materiału Amerykaninowi może się wydawać nietypowy, bo Paradise Lost zawsze był bardziej popularny na starym kontynencie, jednak ostatecznie książka się broni. Jest rzetelna i – o co łatwo przy takich okazjach – nie jest hymnem dziękczynnym na cześć muzyków. Poziom „ochów i achów” jest znośny, rzeczowość wygrała.

Wydawnictwo In Rock na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , .