Martwa Aura – „Lament” (2025)

Pięć lat po rewelacyjnym Morbus Animus doczekaliśmy się w końcu jego pełnoprawnego następcy – katalog wytwórni Malignant Voices wzbogacił się o Lament, czyli trzeci krążek poznańskiego zespołu Martwa Aura. Drążącymi z ekscytacji rękami włożyłem płytę do odwarzacza, gotów znowu zanurzyć się w grobowym, choć podszytym pięknymi i poruszającymi melodiami black metalu, którym pięć lat temu panowie kupili mnie w trymiga.

„Nie lament, a potężny wkurw” – ta myśl towarzyszyła mi w pierwszych minutach obcowania z nową płytą Martwej Aury. Lament Pierwszy i Lament Drugi prezentują nam zespół w stanie najwyższej wściekłości, gnający na złamanie karku, szerzący chęć zniszczenia panującego porządku oraz wypluwający bluźnierstwa na lewo i prawo poprzez dość proste i bezpośrednie teksty wyrzygiwane przez Grega. Z tym wszystkim koresponduje przybrudzone, organiczne brzmienie – częstego w dzisiejszych czasach przeprodukowania na Lamencie nie uświadczycie (co jest według mnie sporym plusem). Jako że członkowie zespołu nie byli dobierani poprzez losową łapankę, jest to black pierwszej próby, bardzo, ale to bardzo solidny – nie po tego rodzaju ciężar jednak przyszedłem, dlatego też start Lamentu, mimo niezaprzeczalnie wysokiej jakości, po prostu mnie rozczarował.

Na szczęście od znakomitego Lamentu Trzeciego atmosfera zaczyna gęstnieć, a Martwa Aura znacznie chętniej nawiązuje muzyką i klimatem do swojej drugiej płyty. Wciąż jest zdecydowanie brutalniej niż wtedy, znacznie częściej jednak pojawiają się grobowe zwolnienia tempa czy melodyjne solówki (ta z promującego krążek Lamentu Szóstego jest wprost cudowna), wokal Grega robi się bardziej różnorodny poprzez powrót deklamacji, nieco odważniej wybrzmiewają też te melodie, którymi zespół omotał mnie w 2020 roku. Kulminację tych zmian stanowi wieńczący album Morbus Animus II, mocno kontrastujący z poprzednimi kompozycjami, brzmiący jak gdyby ktoś zapomniał wrzucić go na wydany przed pięcioma laty krążek. No i przy okazji – według mnie najlepszy na Lamencie, co jasno sugeruje pewne rzeczy.

Otóż zdecydowanie bardziej wolę Martwą Aurę z Morbus Animus. Wykonany przez zespół zwrot w stronę muzycznej (i również tekstowej) bezkompromisowości przekazu nie był chyba najlepszym pomysłem. Czy jest to płyta udana? Ależ oczywiście – to jakościowa porcja agresywnego blacku, z kilkoma naprawdę świetnymi momentami, która zapewne przypadnie do gustu sporej liczbie słuchaczy. Jednak mogło być inaczej, chciałem, aby było inaczej, a podczas zamykającego Lament kawałka byłem przekonany, że wręcz powinno. Mimo moich własnych lamentów, polecam jednak przekonać się o tym na własną rękę.

Ocena: 7.5/10

Martwa Aura na Facebooku

Łukasz W.
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , .