Od ponad 10 lat Messa łączą w swojej twórczości to, co we współczesnych zespołach okołometalowych najlepsze. W niewymuszony sposób zestawiają gatunki takie jak szeroko pojęty rock, dark ambient oraz doom- i stoner metal. To rozwiązanie dla artystów wypada w stu procentach naturalnie, którzy sprawiają wrażenie grania z łatwością i – najzwyczajniej w świecie – dogadywania się na płaszczyźnie muzycznej.
Od elektronicznych wtrętów w Void Meridian, poprzez intrygującą kombinację gothic rocka ze stonerem na Fire on the Roof, aż po wprost ekstrawaganckie połączenia gatunkowe, jakie zapewnia słuchaczom Thicker Blood, Messa pokazują, że są w świetnej formie.
Choć The Spin to pierwszy album Włochów wydany nakładem Metal Blade Records, to zmiana labela w żadnym wypadku nie świadczy o bardziej komercyjnym podejścia bandu do muzyki. Opuszczenie szeregów Svart Records na rzecz większej wytwórni nie zmieniło niczego na gorsze, jeśli o jakość materiału chodzi. A jeśli przyciągnie to do muzyki Messy większą liczbę słuchaczy? Tym lepiej.
W licznych wywiadach zespół wspominał, że nie chce się powtarzać i potwierdził to wraz z premierą The Spin.
Żeby jednak nie wypowiadać się o albumie w samych superlatywach, na początku muszę cofnąć się parę miesięcy i uczciwie przyznać, że poprzedzające premierę single nie do końca do mnie przemówiły. At Races okazało się co prawda przyjemne w odsłuchu, ale nie urzekło niczym wyjątkowym, z kolei The Dress momentami zwyczajnie się dłużyło. Choć dałam sobie czas na wielokrotne przesłuchanie albumu, to za każdym razem wspomniane dwa utwory nieco odstawały od całości i nie poruszały mnie w równym stopniu, co inne tracki. A na nich dzieje się naprawdę sporo.
Pozostałe utwory zebrane na The Spin bronią się same i świetnie się sprawdzają słuchane osobno. Jednak to odsłuch albumu od początku do końca okazuje się najbardziej satysfakcjonujący. Słuchanie płyty w całości ułatwiają płynne przejścia między utworami. Void Meridian stanowi tutaj mocny otwieracz, na którym oniryczny wokal i stopniowe podkręcanie tempa pozwala dosłownie „wsiąknąć” w vibe albumu. Choć single nieszczególnie mnie zachwyciły, reszta utworów stanowi twórczość, w której można się zatracić – przykładowo w Fire on the Roof jest stonerowo i z jednej strony mamy konkretne pieprznięcie, a z drugiej – elektryzujący początek i wprost genialne aranżacje.
Gothic rock zestawiony jest tu ze stoner metalem w intrygujący sposób, a artyści umiejętnie żonglują konwencją, łącząc ze sobą kolejne gatunki i klimaty.
Tym sposobem doczekujemy się również Immolation, niespiesznie rozpoczętego chwilą wyciszenia, by chwili metalowe uderzenie z prawdziwego zdarzenia zmiotło w nim słuchaczy z planszy, czy Reveal, urozmaiconego bluesowym intro brzmiącym jak z rozdroża w Missisipi.
Jeśli ktoś wciąż nie jest przekonany, to wraz z Thicker Blood, dosłownie gęstym już od samego ambientowego intro, robi się tylko lepiej. Kompozycja ani trochę nie daje odczuć, że trwa niemal dziewięć minut i za to zespołowi należą się brawa. Na końcu pojawia się tam nawet growl – coś fantastycznego. Skład Messy niewątpliwie pozostawił najlepsze na koniec, fundując słuchaczom przeżycie znane jako „wgniatanie w fotel”.
Znaczącym plusem wydawnictwa jest produkcja. Dźwięk jest czysty i klarowny, pozwala każdemu z instrumentów wybrzmieć jak należy, ale bez jednoczesnego „przedobrzenia” czy wygładzenia do perfekcji. Wokal w miksie jest w zasadzie na pierwszym planie, dzięki czemu teksty są zrozumiałe. Szczerość i surowość w warstwie lirycznej bywa tu naprawdę przejmująca i stanowi niewątpliwy atut.
Włoski band zaaranżował interesującą płytę, bliską koncept albumowi dzięki motywom przewodnim tekstów związanym z introspekcją, udręką, poddawaniem się czy niemożliwymi pragnieniami. Najlepiej zresztą przekonać się o tym, włączając album i przeznaczyć na niego nieco ponad 40 minut swojego czasu.
The Spin to potwierdzenie wysokiej formy, w jakiej są Messa, przynajmniej w wydaniu studyjnym. Pozostaje mieć nadzieję, że na sprawdzenie, jak nowości wypadają na żywo, polskim fanom zespołu nie przyjdzie czekać zbyt długo.
Ocena: 8/10
- Year of the Goat – „Trivia Goddess” (2025) - 11 listopada 2025
- Mütterlein – „Amidst the Flames, May Our Organs Resound” (2025) - 11 listopada 2025
- Conan – „Violence Dimension” (2025) - 23 października 2025






