Stary dobry szwedzki metal to miód na moje serce. Dajcie mi Grave albo Entombed, dajcie mi Bloodbath albo młodszych piewców starej szkoły, jak choćby urwisów z Baest – nie muszę mieć na to konkretnego nastroju, pasuje mi zawsze. Szwedzi do bluźnierstwa dodali fun, zmieszali to wszystko w proporcjach 50/50 i sprawili tym samym, że bluźnierstwo stało się rozrywkowe. Idąc tym tropem trzeci długograj śląskiej hordy Offence również powinien mi przypaść do gustu, ale coś nie do końca mi się na You’ll Never Rest In Peace zgodziło. Offence wszak są z Polski, a to chyba sprawia, że są automatycznie znacznie bardziej wkurwieni niż szwedzcy koledzy po fachu. Przez to YNRIP jest owszem, pełne bluźnierstwa, jeszcze jak, ale za to brakuje płycie trochę luzu.
Offence nie mają ochoty na zabawę konwencją i przywoływanie obrazków z horrorów klasy B – wszak to życie w Polsce jest horrorem samym w sobie. Na najnowszym albumie co numer to bezpośredni cios i w tej bezpośredniości bytomska horda się pławi. Problem w tym, że to wręcz punkowe czasami nastawienie zabiera możliwość urozmaicania muzyki. Wszystko tutaj nastawione jest na ekstremę, jakby Offence chcieli zdobyć miano najbardziej obrazoburczego zespołu w kraju. Dlatego też jak diabeł święconej wody unikają rozmycia swojego przekazu w ciekawszych aranżacjach. Niewyszukane riffy, konwencjonalne aranżacje i proste, skandowane refreny liczące na siłę szlagwortów dają nadają tej muzyce zbyt prymitywnego sznytu. Paradoksalnie brakuje tutaj odwagi do tego, żeby na chwilę odciągnąć słuchacza od plucia na świętości i pozwolić mu pocieszyć się muzyką. A byłoby czym – co najmniej kilka momentów woła o rozwinięcie, o urozmaicenie, o zbalansowanie.
Słówko jeszcze o jednej cesze albumu, która akurat udała się jak złoto: brzmieniu. Jest potężne, gorące jak piekło, z wywalonym na wierzch basem, ziarniste odpowiednio i hołdujące w bardzo fajny sposób kultowej kostce Boss HM-2.
Cały album to gar gęstej smoły, w którym ktoś jednostajnie miesza. Brakuje mu wyróżników, czegoś, co mogłoby zaskoczyć, dodać nieco innego smaku, a przez to podkreślić kolejne wysuwane przez zespół ciosy. W tej bezpretensjonalności jest siła, nie mam co do tego wątpliwości, ale sama siła bez wyobraźni na niewiele się zda. Jedynym wyjątkiem jest Inferno z gościnnym udziałem Romana Kostrzewskiego i Lesa z tekstem Tadeusza Micińskiego, który zostawia nieco miejsca na inne wykorzystanie przestrzeni, choć z drugiej strony widać w tym numerze bardzo, jakie zdolności interpertacyjne ma wspomniany Roman, a jakie wokalista Offence – Hellscreamaross.
You’ll Never Rest In Peace to death metal pełną gębą, ale popadający w przeciętność. Może i jest to przeciętność na wysokim poziomie, bo polskie death metalowe podwórko bez wątpienia nie ma się czego wstydzić, ale odnoszę wrażenie, że Offence wcale nie zależy na tym, żeby na siłę awansować do pierwszej ligi. Nie mam problemu z wyobrażeniem sobie, że album sprawia komuś frajdę, ale Offence raczej nie przejdą w ten sposób do historii metalu.
6/10
Offence na Facebooku
Sprawdź też: Morose Death, Hate, Putrid Evil, Faeces, Ulcer, Hegony
- Only Sons – Through the Night Again (2026) - 10 kwietnia 2026
- UKĆ – „Anomalie-Upadek konającego ćwierćwiecza” (2026) - 5 marca 2026
- Formis – „Bestiarius” (2025) - 10 lutego 2026







