Okkultist – „O.M.E.N.” (2023)

W konwencji black/death metalu wiele zostało już powiedziane, ciężko więc wymagać rewolucyjnego podejścia od nowych wydawnictw z tego nurtu. W pewnym stopniu owo stwierdzenie dotyczy również portugalskiej załogi z Okkultist. Ich brzmienie nie jest nowatorskie, jednak po nowym albumie możemy się spodziewać agresywnego dźwięku, rozsadzającej głośniki furii i metalowego kunsztu odmierzonych w prawidłowych proporcjach. Wszystkie wymienione elementy znalazły się na iście piekielnym albumie O.M.E.N., a mieszczą się one w czasie na tyle krótkim, że słuchaczy raczej ciężko znudzić.

Jeśli ktoś miał już wcześniej do czynienia z formacją Okkultist, szybko zorientuje się, o czym mowa. Ich debiut Reinventing Evil w zasadzie od początku do końca oferował słuchaczom nieustającą, metalową wściekłość. Już klimatyczny wstęp na najnowszym studyjnym dokonaniu grupy pozwala się domyślić, że O.M.E.N. nie jest jedynie powielaniem wzorców zawartych na poprzednim albumie. Płyta brzmi trochę ciekawiej od poprzedniczki, niczym wcześniejszy materiał Okkultist na sterydach – tylko i aż tyle.

Pierwsza różnica między debiutem zespołu, a następcą to właśnie podniosły, mistyczny klimat intro, który jednak nie trwa długo. Już wkrótce kolejne utwory przypominają o death/blackowych korzeniach muzyków, fundując słuchaczom niezły dźwiękowy łomot. Od Death to Your Breed robi się szybciej, agresywniej i ciężej, niż było dawniej, a wściekłość skondensowana w nieco ponad czterdziestu minutach okazuje się świetną dawką tej ekstremalnej odmiany muzyki. Osobom czekającym na zniuansowanie. Możemy się tutaj doczekać blackmetalowej bestii w postaci złożonego, „połamanego” rytmu w Meet Me in Hell, monumentalnego i ciężkiego 9th Layer of the Abyss czy mocarnego Blood on Satan’s Claw. Ze wspomnianych utworów to właśnie Meet Me in Hell i Blood on Satan’s Claw można wyróżnić jako najciekawsze, czerpiące przede wszystkim z blacku kawałki. W dodatku wprost idealnie uzupełniają się z bazującymi bardziej na death metalu Thy Blood, Thy Flesh, Thy Sacrifice czy Death to Your Breed – można śmiało powiedzieć, że właśnie od nich najbardziej uderza deathmetalowa moc materiału Okkultist, a przemycone w kompozycjach momenty wyciszenia jedynie akcentują wybuchy agresji.

Z demonicznym wokalem, miejscami bezlitosną młócką i ładunkiem siarki godnym blacku z prawdziwego zdarzenia O.M.E.N. ma w sobie wszystkie właściwe gatunkowi elementy.
Nie jest to przełom w black/death metalu, jednak albumu nie można również określić bezduszną kopią innego zespołu, który zaistniał już w scenie. Przede wszystkim Okkultist rozwinęli się od czasów debiutu oraz udowodnili, że odrobili zadanie domowe, wydając tak solidną płytę pozbawioną dłużyzn. Ich najnowszy materiał brzmi chwytliwie, miejscami imponuje ciężarem i zawartym w metalowym chaosie ładunkiem furii. Prezentuje też wyższy poziom kompozycyjny niż wcześniejsze dokonania grupy, co skłania do zastanowienia się nad dalszymi planami Okkultist – są w końcu spore szanse na to, ze zespół zdobędzie większy rozgłos na metalowej scenie.

Ocena: 7,5/10

 

 

Annika
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .