Site icon KVLT

Only Sons – Through the Night Again (2026)

Only Sons idą znów przez noc. Z nowym wokalistą, nowymi pomysłami i, nie wiem, jakby nowym charakterem? A może po prostu coś tu się w ciągu kilku lat zdążyło dogotować do końca jak w garze bigosu stojącym trzeci dzień na ogniu i wyklarowało? 

Krakowski Only Sons dowodzony przez Daniela Keslera zaproponował w tym roku swój drugi album długogrający i ja serdecznie polecam z tej propozycji skorzystać. Na pokładzie jest już Daniel „Bala” Suder, nowy wokalista, i wydaje się, że był to jakiś ostatni puzzel, którego trzeba było kwintetowi, żeby się jakoś ucharakterystycznić, określić, wykrystalizować. Only Sons zawsze mieli potencjał i dryg to fajnych, hard rockowych piosenek, zahaczających gdzieś z jednej strony o grunge, z drugiej o jakieś klasyki gatunku. Na Through the Night Again chyba jednak po raz pierwszy są sobą w takiej formie, w jakiej powinni tudzież chcieli być.

Przede wszystkim jest to płyta pełna kolorów, ale również jednolitego, spójnego charakteru. Album ten płynie sobie bez wysiłku między współczesnym rock’n’rollem a dużą porcją emocjonalności i bardzo dobrze paruje mi się choćby z ASG czy Truckfighters, ale równie dobrze można go zjeść ze współczesnymi Alice in Chains albo Stoned Jesus. Bardzo fajne jest to, że w tych inspiracjach zespół łatwo odnajduje własny charakter, ze skłonnościami do trudniejszych, bardziej złożonych rozwiązań, ale także lekkiej psychodelii. Ta ostatnia to głównie zasługa wspomnianego nowego wokalisty – jego w gruncie rzeczy dość delikatny głos kieruje słuchacza w konkretne rejony skojarzeń. Podczas lektury Through the Night Again czuję się trochę, jakbym miał przejawy synestezji – opuszkami palców wyczuwam kolory, oczami dostrzegam chwytliwość refrenów. Dlatego też nie widzę sensu w rozbieraniu tego albumu na części składowe – musi być on konsumowany jako całość, dość relaksująca, ale zarazem angażująca.

Kto będzie poszukiwał prostej rozrywki, może znajdzie jej tu co nieco, ostatecznie jest to jednak muzyka rockowa ubrana w ciuszki bardzo dobrych piosenek. Nie ma nic złego w rozrywce, ale Only Sons to nie Corruption. Kwintet z Krakowa zawiesił sobie poprzeczkę wyżej niż na poprzednich wydaniach i w każdym z sześciu utworów na nowym albumie upychają znacznie więcej niż tylko rockowe riffy i solówki. Jest tu więcej progresji, wyobraźni, malowania dźwiękiem, niż stawiania na siłę riffu i rytmu. Trochę jakbyście wrzucili do thermomiksa Spiritual Beggars i solowe dokonania Devina Downsenda – niby wyjdzie fajny mocny rock z dobrym riffem i bazujący na sile sprawdzonej formy, jaką jest piosenka, ale jednak przyprawiony czymś zupełnie nieliczącym się z regułami gry i klimatycznym zarazem.

W rezultacie niezależnie od tego, czy szukacie jakiejś fajnej płytki, która uprzyjemni wam długą podróż autem, czy chcecie coś, co was zaangażuje intelektualnie i emocjonalnie wieczorem podczas odsłuchu na kanapie, ze słuchawkami na uszach i kotem na kolanach, Only Sons to mają. Through the Night Again to świetny, dojrzały album dla dorosłych i otwartych ludzi.

10/10

Sprawdź też: Moonstone, Corruption, Arcadea, Stoned Jesus, Wąż

Exit mobile version