Muzyka to taka forma sztuki, w której tylko utwory idealne zapadają w pamięć i lądują na półkach opisanych jako „dzieło wiekopomne”. Bo w utworach muzycznych wystarczy jedna fałszywa nuta, jeden źle postawiony krok lub jedno niedociągnięcie, żeby dysonans tego potknięcia zabił całe piękno i strącił je w bezmiar nicości. Chyba żadna inna dziedzina sztuki nie eksponuje pomyłek twórczych artysty w sposób tak brutalny. I dlatego tak muzykę kocham.
Abazus (co do zasady jednoosobowy projekt niejakiego Leszka Konklewskiego) pojawił się w moim życiu znikąd. Nagle algorytm podsunął mi jeden kawałek, a wraz z nim strumień pomyj i sarkastycznych komentarzy. Wszystkie na temat stosowania sztucznej inteligencji do tworzenia nie tylko teledysków, ale i samej muzyki. Zastrzygłem więc uszami i wziąłem się za odrabianie zaległości. Bo nic tak mnie nie bawi, jak włożenie kija w mrowisko i wyartykułowanie opozycyjnej opinii, gdy tylko jest taka możliwość. Jednocześnie postanowiłem się dowiedzieć co nieco o samym twórcy. Pogrzebałem w Internecie i znalazłem takie oto stwierdzenia autorstwa samego Abazusa: że ludzie są zacofani, że nagrywanie w rzeczywistości jest droższe i że miks i mastering jest możliwy w AI, więc trzeba z tego skorzystać, oraz że takie właśnie działania to forpoczta nowych trendów, niczym symfoniczny black metal w latach dziewięćdziesiątych. A także że (źródło: FB, wpis z 16 lutego, pisownia oryginalna) „ten projekt powstał iż promować muzykę oraz piękne tereny podkarpacia„… No „iż” właśnie…
Przygodę swoją z Abazusem rozpocząłem od kawałka Gravefire. I faktycznie klimat tego utworu, choć mocno lukrowany, zarówno w warstwie melodyjnej, jak i wizualnej od pierwszych sekund wpadł w moją głowę niczym Moon in the Scorpio równe 30 lat temu. Naprawdę przeżyłem szok. Wszystko jest w nim po prostu idealnie. Wszystko, gdyby nie kilka niezbyt drobnych niestety detali.
To, że perkusja miejscami wydaje się być bardziej błędem systemu niż dziełem człowieka, pozwolę sobie przemilczeć. O sławetnych „pierdach” naczytacie się w necie wystarczająco. Niemniej nie tylko takie „odgłosy” niszczą klimat Gravefire niewybaczalnie. Przede wszystkim (choć nie w Gravefire najbardziej) muzykę Abazusa zniszczył on sam, wybierając miksowanie i mastering w wykonaniu algorytmów realizujących to pewnie gdzieś na indyjskiej prowincji. A mógł chłop wziąć człowieka z krwi i kości, żyjącego muzyką i wkładającego w swoją pracę (poza sporą dozą wiedzy technicznej) serce, duszę i zaangażowanie. Za garść srebrników sprzedał Leszek pomysł tak wybitny, że spokojnie umieściłbym go w tegorocznym podsumowaniu muzycznym. Nie wierzycie? „Posłuchajcie” (cudzysłów, bo słuchać to się tego nie da) chociażby Frozen, Icefall albo Cold. Te utwory stały się asłuchalną miałką papką – choć same pomysły są świetne, linie melodyczne spójne, a lukrowana nieco estetyka kupi wszystkich miłośników symfoniki. Sztuczna inteligencja wzięła wszystkie instrumenty wraz z wokalem, zmieliła je okrutnie, przemieszała i wrzuciła do jednego garnka tak, że takie na przykład gitary zniknęły w tej dźwiękowej brei zupełnie. Selektywności zarówno w tych, jak i w pozostałych kawałkach jest tyle, co w słynnym bieszczadzkim błocie, które okleja koła rowerów i buty piechurów jak żadne inne na świecie. Nie wspomnę już o różnej głośności poszczególnych kawałków. A może to nie głośność, tylko jakość nagrania powoduje, że jedne utwory słyszę, a innych nie bardzo.
Z drugiej strony mamy jednak naprawdę genialne, brudne, wściekłe i podszyte autentyczną złością wokale. Tuż obok plasują się piękne, czyste kobiece chórki, niewinne i krystaliczne niczym krople porannej rosy. Słuchając tego tandemu balansujemy pomiędzy najczarniejszym piekłem a świetlistym rajem. Partie gitar (oczywiście tam, gdzie je słychać) zaaranżowane są nietuzinkowo i z klarownym pomysłem. Aż szkoda, że Pan „ej ej” nie zdecydował się ich wyeksponować. Posłuchajcie chociażby A Sky that Never Answers (zdecydowanie numer jeden na płycie), Silent Night, Wolves czy sztandarowego chyba Gravefire. Tworzące ten cały klimat klawisze dają radę, a linia perkusji czasem jest naprawdę dobra (Ashen Moon), czasem jest nijaka, a czasem zrobiono z niej coś, lecz nie wiadomo jeszcze co. Szkoda, bo sekcja rytmiczna to fundament dobrego utworu, a tu mamy posadowienie na jakiejś bliżej nieokreślonej kupie gruzu.
Teledyski są jedną wielką szmirą. Autor nie kryje jednak tego konceptu, więc rogi wyrastają ludziom z głów, a ręce płoną niczym suche gałązki. O braku synchronizacji ruchu ust czy riffów gitar z muzyką nie wspomnę. Czegóż jednak oczekiwać w czasach, gdzie cały Instagram czy Tiktok to przerysowana i oklepana kiczowata tandeta, w której kocha się cały świat. A biorąc pod uwagę fakt, że klipy z Subcarpathii wyświetlane będą wyłącznie w sieci, należy stwierdzić, że w tym zakresie Abazus wpasował się trendami w punkt.
Najciężej jednak debiut Abazusa podsumować. Z jednej strony mamy do czynienia z genialnym konceptem muzycznym, może nieco wyświechtanym, ale wciąż wybitnym. Każdy z jedenastu kawałków to świetny, wewnętrznie spójny, energiczny i pełen pięknie odmalowanych huraganów sprzecznych uczuć. W każdym z numerów znajdziemy pierwiastek absolutu, świeżość i pomysłowość autora. Z tego opisu wyłania się płyta roku z ogromnym potencjałem na dalsze sukcesy. Takie 10/10 bez większej przesady. Niestety z drugiej strony tej superprodukcji mamy produkcję po prostu denną. Melodyka i instrumenty spłaszczone zostały brutalnie i nieodwracalnie, a kilku kawałków wręcz ciężko jest słuchać. Naprawdę musiałem się zmuszać, żeby w przypływie uczucia beznadziei nie wyłączyć tej płyty. Uczucia, które wyceniłbym na jakieś 3/10.
Mam więc do Pana propozycję, Panie Konklewski. Zamiast zbierania hajsu na bliżej nieokreśloną składankę, weź Pan Subcarpathię pod pachę i udaj się z nią do jakiegoś producenta lub realizatora dźwięku z prawdziwego zdarzenia. Wtedy piękno Podkarpacia wypromuje się już samo, w dodatku w należnej mu postaci. I przede wszystkim zostanie ono na tej płycie w sposób właściwy zauważone.
Ocena: 6,5/10
Abazus na Facebooku https://www.facebook.com/Abazus
- Wygraj bilet na koncert zespołu NUNSLAUGHTER - 15 maja 2026
- Abazus – „Subcarpathia” (2026) - 15 maja 2026
- Poznański post-punkowy AFTER THE SIN prezentuje nowy singiel - 15 maja 2026
Tagi: AI, black metal, Leszek Konklewsk, music created by AI, Symphonic Black Metal.








