Nie przepadam za określaniem zespołów muzycznych formowanych przez członków istniejących już dużych kapel jako „supergrupy”. W moim odczuciu wyrażenie to znacznie winduje oczekiwania wobec nowopowstałych projektów, czego efektem są często mniejsze lub większe rozczarowania wydawnictwami, które w przypadku mniej znanych muzyków byłyby uznane co najmniej za dobre. Poprzeczka, z którą musi się mierzyć Absent in Body, zawieszona jest więc wysoko, w końcu formację tworzą członkowie Neurosis (Scott Kelly), Amenry (Mathieu Vandekerckhove oraz Colin H. Van Eeckhout) wraz z Igorem Cavalerą, byłym pałkerem Sepultury. Kategoria wagowa jest więc ciężka, o rozczarowanie nietrudno.
Przy odsłuchu Plague God zwróciłem uwagę przede wszystkim na klimat, który możnaby wręcz ciąć siekierą. Mroczna, nieprzyjemna atmosfera budowana jest m.in. poprzez ambientowo-perkusyjne wstawki rozpoczynające niektóre pozycje na krążku (Rise From Ruins, The Acres/The Ache); masywne, walcowate riffy wgniatające w podłogę swoim ciężarem, ale też za pomocą bardziej stonowanych, minimalistycznych fragmentów, które i tak niosą ze sobą niemały ładunek emocjonalny (takie pojawiają się na przykład w In Spirit In Spite czy The Half Rising Man). Jest też wokal Van Eeckhouta, lawirujący między deklamacją, opętańczymi krzykami, czystym śpiewem a wynaturzonym growlingiem potraktowanym taką ilością różnych efektów, że wokal Nergala z albumu Demigod mógłby się schować. Robotę robią też bębny Cavalery, które nierzadko stopniują napięcie przygotowując słuchacza na wybuchy.
Plague God, mimo utrzymywania raczej w wolnym tempie, jest więc na swój sposób dynamiczny. Jak na krążek poruszający się w post-sludge’owo-doomowych klimatach jest pod tym względem całkiem nieźle, choć mimo wszystko odrobinę brakowało mi jednego kawałka znacznie szybszego od pozostałych. Najżwawszą pozycją na albumie jest świetny Sarin, jest tego jednak trochę za mało (to najkrótszy utwór) i za nieco złudne wrażenie znacznego zwiększenia tempa odpowiada tu głównie (ponownie świetna) perkusja. To co dostajemy, jest jednak wykonane praktycznie perfekcyjnie – krążek brzmi znakomicie i ma właściwe takiemu rodzajowi grania łupnięcie; riffy są przepotężne i mimo że zostawiają ze słuchacza jedynie mokry placek, to jednocześnie hipnotyzują i nie pozwalają się od tego wydawnictwa oderwać ani na moment. Również wspomniane wcześniej wstawki otwierające niektóre utwory dają radę, chociaż ich długość może rozeźlić nieco bardziej niecierpliwych słuchaczy.
Może ze względu na doświadczenie muzyków tworzących Absent in Body trudno mi z czystym sumieniem nazwać ten krążek „debiutem”, ale w takim składzie jest to w końcu debiut. I to nie byle jaki. Połączone siły członków Amenry, Neurosis i Cavalera Conspiracy wydały na świat album, który powinien mocno namieszać w wielu podsumowaniach 2022 roku. Mam ogromną nadzieję, że Plague God nie będzie jednorazowym wyskokiem, a ten kwartet dostarczy jeszcze mnóstwo rewelacyjnej muzyki. Mamy tutaj do czynienia z Supergrupą przez wielkie S, oby jej żywot nie urwał się tak nagle, jak – wieńczący ich debiut – kawałek The Half Rising Man.
Ocena: 8.5/10
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026
- SaintSombre – „Earth/Dust” (2024) - 12 stycznia 2026
Tagi: 2022, Absent In Body, Plague God, post-metal, recenzja, Relapse Records, review, sludge metal.






