Albo ktoś robi sobie ze mnie jaja, albo przegapiłem moment, kiedy Aluk Todolo osiągnęli status tak kultowego zespołu, że ich wielcy fani łykają nawet jakieś dziwne nagrania z próby. Kiedy zgrałem Archives vol. 1 z dysku na telefon, odpaliłem najpierw drugą ścieżkę na krążku, nazwaną XXVI IX MMX (jakby te tytuły miały w ogóle znaczenie) i opadły mi ręce – totalnie bezsensowna jakość, trzaski, gdzieś tam z tyłu jakiś bit, ale generalnie to półtorej minuty nagranego dywanem sprzężenia, z którego nic nie wynika. I byłem zły, bo Aluk Todolo na krążku Voix bardzo mi się podobali. Na szczęście poza tym wspomnianym fragmentem, reszta nagrań nie jest aż tak bardzo lo-fi, co nie znaczy, że jest hi-fi.
Nie jestem jednak przekonany do Archives vol. 1 i obawiam się ewentualnych kolejnych części. Płyta ta jest bowiem zapisem fragmentów prób, pierwotnych wersji innych utworów albo po prostu eksperymentów dźwiękowych zespołu. Okej, jasna sprawa, że Aluk Todolo należą akurat do tych grup, które z eksperymentem mają sporo wspólnego i jeszcze bardziej jasne jest, że to, co znajduje się na płytach studyjnych, jest finalną wersją jakichś procesów twórczych, które członkom zespołu mogły się wydawać fascynujące. Mnie się jednak takie nie wydają, choć, jeśli ktoś się zetknął z muzyką Francuzów wcześniej, może odkryć tutaj, jak powstają składowe ich twórczości – transowość, psychodelia i pewnego rodzaju rytualna plemienność są w niektórych fragmentach Archives vol. 1 nagie, więc możemy jasno rozczytać, w którym momencie dołączyły do dźwiękowej zupy. Ale czy to jest aż tak frapujące, żeby lecieć do sklepu? Nie. Jako album Archives vol. 1 jeszcze się nie broni (jeszcze, bo kto wie, czy Aluk Todolo za 10 lat nie będą absolutnie kultowym zespołem, który jest w stanie sprzedać za gruby hajs nawet używane wycieraczki samochodowe z czasów trasy promującej pierwszą płytę). Nie jest to też dobry wstęp do twórczości Francuzów, bo zamiast wyszukanego plemiennego instrumentalnego rocka, mieszającego psychodelię z black metalem, krautem i chuj wie czym jeszcze, dostaliśmy jakieś niezbyt frapujące nagrania z pogranicza ambientu i noise’a, które są o ligę niżej od tego, co Aluk robili ostatnio. Pewnie, znajdą się w tym momenty, które są ciekawsze, jak choćby końcówka pierwszego nagrania (nie chce mi się posługiwać tytułami w postaci rzymskich dat, bo wszystko mi się pojebie) czy utwór numer 5. Ale to za mało, a nie każdy ma cierpliwość brnąć przez nudne trzaski i para-kompozycje, żeby znaleźć jakiś smaczek. Tym samym Archives vol. 1 w moich oczach jest tylko wydawnictwem-zapychaczem, bo trzeba było coś wypuścić żeby trochę podpromować zespół przy okazji zbliżającej się trasy z Oranssi Pazuzu i Cobalt.
O ile doskonale rozumiem, dlaczego po Voix status Aluk Todolo urósł, dlaczego grupa ruszyła w świetnym towarzystwie w trasy, dlaczego cały wspomniany album zagrany na żywo będzie jednym ze smakowitszych kąsków na tegorocznym Roadburn, to nie rozumiem sensu wydania Archives vol. 1. Trochę za wcześnie na odcinanie kuponów.
3/10
- Formis – „Bestiarius” (2025) - 10 lutego 2026
- Corruption – „Tequila Songs & Desert Winds” (2025) - 15 listopada 2025
- Leash Eye – „Destination:125” (2025) - 15 maja 2025






