Na nową muzykę belgijskiej Amenry przyszło nam czekać cztery kalendarzowe lata – nie jest to wyjątkowo długi czas, jednak nie ukrywam, że zaczynało mi się to oczekiwanie dłużyć. Zespół wydawniczą posuchę postanowił przerwać nie pełnym albumem, a dwoma nieco odmiennymi stylistycznie EPkami, na których umieścił po dwie nowe kompozycje – początkowo nie byłem fanem takiego rozwiązania, jednak po zapoznaniu się z komentarzem CHVE oraz zawartością De Toorn i With Fang and Claw stwierdzam, że ma ono sens – więcej o tym za chwilę, jednak niech da Wam do myślenia fakt, że oba wydawnictwa otrzymały okładki nawiązujące do przeszłości – zarówno De Toorn, jak i With Fang and Claw zdobi zwierzęca czaszka znana ze wznowienia Mass I, ponadto ta pierwsza stylistycznie (i tytułowo) nawiązuje do ostatniego longplaya zespołu.
Colin H. Van Eeckhout określił minialbum De Toorn jako zakończenie podróży rozpoczętej na De Doorn i już na podstawie Heden trudno się z nim nie zgodzić. Kilkunastominutowy kolos swoją budową budzi skojarzenia z wieńczącym tamtą płytę Voor Immer – poprzedzająca końcowy wybuch droga jest bardzo długa (dla niektórych być może nawet za bardzo), okraszona minimalistyczną grą oraz deklamacją van Eeckhouta w języku flamandzkim – przypomina ona rytuał przyjmujący coraz bardziej złowieszczą formę, a gdy dochodzi już do hałaśliwego uderzenia połączonego z charakterstycznym wokalem frontmana zespołu, słuchacz zostaje wręcz wbity w ziemię. Na dobrą sprawę na tych samych zasadach działa kompozycja tytułowa – długa i coraz bardziej niepokojąca podbudowa z uduchowioną recytacją oraz klimatycznym zaśpiewem prowadzi do następującej w drugiej części utworu eksplozji emocji. W warstwie instrumentalnej De Toorn (Talisman) dzieje się za to zauważalnie więcej, całość rozkręca się też znacznie żwawiej od poprzedniczki.
Nie sposób w pełni docenić EPki De Toorn bez pełnego skupienia się na niej, najlepiej w otoczeniu ciemności i z dobrymi słuchawkami. Sposób, w jaki muzycy stopniowo dokładają do tych dwóch kompozycji kolejne budujące lub zmieniające klimat cegiełki, jak wzbogacają je o drobne, lecz istotne elementy – dla mnie to istny majstersztyk. Pokochałem De Doorn od pierwszego usłyszenia właśnie za to specyficzne uduchowienie, tutaj rzeczywiście ten ton jest przez zespół kontynuowany i nadal robi on na mnie piorunujące wrażenie. To nie tylko muzyka – to podróż wgłąb siebie, tym razem pozbawiona jakichkolwiek promyków światła. Dla mnie to „ta lepsza” część dyptyku i nie obraziłbym się, gdyby w przyszłości Amenra miała podążać właśnie taką drogą.
Ale o tym, że nie będzie, dowiecie się w recenzji With Fang and Claw.
Ocena: 9.5/10
Amenra na Facebooku
- Psychonaut – „World Maker” (2025) - 13 lutego 2026
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026

