Site icon KVLT

Arkhaaik – „Uihtis” (2025)

Arkhaaik to jedna z najbardziej fascynujących formacji, jakie wyrosły z Jünger Tumilon (dawniej Helvetic Underground Committee), osławionego kręgu z Zurychu w Szwajcarii, skupionego wokół Ungfell, Dachma i wielu innych.

Arkhaaik to black/death okraszony monumentalnym doom metalem. Pierwsze, co mi na myśl przychodzi, to ich krajanie, Bölzer. Ale sprawa nie jest tak oczywista, jak mogłaby się wydawać. Po pierwsze dlatego, że wszystkie utwory to majestatyczne eposy trwające średnio 13 minut, których na płycie jest tylko cztery. Po drugie, Arkhaaik tworzy muzykę zainspirowaną historią, epoką brązu, polowaniem w tamtym czasie. Rzeczywiście, sama nazwa zespołu może to sugerować, a i muzyka wydaje się wyrafinowana, ale na swój urzekający sposób prymitywna. Przede wszystkim brawo dla chłopaków za pomysł i całą otoczkę.

Od czasu debiutu w 2019 roku zespół pozyskał do swoich szeregów perkusistę Voidgaunta, którego powściągliwe i barbarzyńsko eleganckie podejście idealnie wpisuje się w medytacyjne, a zarazem chwytliwe i niezwykle ciężkie brzmienie zespołu. Wszystkie pozostałe obowiązki przejęli obecni członkowie, Karapan Darvish i Menetekel.

Teraz Arkhaaik powraca z hukiem w formie porywającego albumu koncepcyjnego Uihtis (ang. “the hunt”), elegancko podzielonego na cztery utwory, które nadają nowe znaczenie słowu „epicki”. Czasami można odnieść wrażenie, że są wydłużane nieco na siłę, a jednak majestatyczne pasaże wciągają w hipnotyczny trans, otulając słuchacza brudnym, surowym brzmieniem.

Płyta stawia na niekonwencjonalne i odświeżające podejście, wznosząc się z rangi albumu koncepcyjnego do poziomu prawdziwie metafizycznego, a zarazem wyraźnie ludzkiego doświadczenia. Aby to osiągnąć, muzycy eksplorują akt „polowania” na dwóch odrębnych poziomach: pierwsza połowa albumu poświęcona jest bardzo realnemu polowaniu na zwierzę i rytualnemu ubojowi świętego stworzenia, zaś druga zgłębia temat na poziomie transcendentalnym – tutaj słońce „poluje” na księżyc i vice versa.

Teksty zostały przetłumaczone, a raczej zrekonstruowane przez eksperta od języków indoeuropejskich i rekonstrukcji językowej. To zaangażowanie w koncepcję i wynikające z tego wokale nadają albumowi niezwykle osobliwy, a zarazem autentyczny charakter.

10 za pomysł na siebie i muzykę, za zaangażowanie, ale niestety 2 za długość utworów i przedłużanie ich na siłę.

Ocena 6/10

Eisenwald na Facebook

Latest posts by Adam Pilachowski (see all)
Exit mobile version