Jedna z moich ulubionych wytwórni – belgijski Immortal Frost Productions – dwa miesiące temu wypuściła na rynek drugi pełny krążek również belgijskiego hordu Ars Veneficium. Jako że ten grający bezpardonowy black kwintet był mi zupełnie obcy a w intuicje chłopaków z Immortal Frost walę jak w dym, Usurpation of the Seven zakręciło się nieśmiało w moim odtwarzaczu.
Krótka to płyta, gdyż trwa zaledwie trzydzieści osiem minut. A jak odcedzi się dodatkowo dosyć klimatyczne – ale jednak – intro to odpada nam jeszcze jedna minuta. Za to ilość kawałków (dziewięć ze wspomnianym intrem) wskazuje wyraźnie, że odsłuchanie tego krążka, pomimo jego długości, to nie będą pistacje w karmelu.
Album otwiera utwór Wrath of Life, który już od pierwszej sekundy dzieli słuchaczy na mężczyzn i zasmarkanych niedojdów. Ostatni raz coś takiego słyszałem na najnowszej płycie niemieckiego Negatora. Perkusja sieka bez litości, growl jest ostry, mocny i bardzo nieczytelny, a do tego gitary tworzą ścianę dźwięku, solidną niczym mury Babilonu albo Jasnej Góry. Ledwie zdążyłem otrząsnąć się po pierwszych ciosach, muzycy byli już w trakcie zapodawania kolejnych za sprawą numeru Devour the Light. Utwór ten, gdyby nie nieco wolniejszy i bardzo przyjemny antrakt w środku, byłby bliźniakiem kawałka numer dwa. Ars Veneficium nie daje wytchnienia ani ulgi również w utworze In Sin, Bred by Madness. Niewiele spokojniej jest dopiero podczas kolejnej odsłony albumu o tytule De Luiaard Heerst. Tempo spada, perkusja chowa się za gitary i wokal, a niskie, mocne deklamacje uspokajają numer, nawet pomimo powrotu do ostrego grania w drugiej jego połowie. Wydawałoby się, że krótki instrumentalny utwór 7 będzie odpoczynkiem dla zmęczonych organów odpowiedzialnych za słyszenie. I trochę tak jest, ale jeśli marzyliście o uspokajającej plumkającej balladce, to srodze się zawiedziecie. Mnie natomiast ten kawałek przypadł do gustu bardzo, ale tylko jako przerywnik tego esencjonalnego i intensywnego potoku doznań dźwiękowych. Under the Wings of Beautiful Darkness to szybki I brutalny powrót do bezpardonowego przekazu belgów z Ars Veneficium. Album zamyka kawałek o jakże lirycznej nazwie The Flame of Endless Yearning. Jego początek może nieco odpychać core’ową podszewką, ale nie jest to numer z gruntu zły. Ma w sobie po postu mniej melodii, a linia perkusji nie jest tak skomplikowana. W skrócie – pożegnanie z krążkiem jest „takie se”.
Usurpation of the Seven to płyta świetna. Pomimo ostrego naparzania, dzięki selektywnej i wyrazistej budowie możemy się napawać każdym uderzeniem, każdym szarpnięciem za nerwy i każdym bretnalem wbitym w nasze uszy. Do tego zwarta budowa kawałków i ich prędkości, i album przelatuje nam niczym wczesna kolacja podczas ostrej libacji. Zastanawiam się wręcz, czy tej płyty w ogóle można mieć dosyć. Ja się bezpardonowym blackiem w wykonaniu Ars Veneficium zachwyciłem, więc i Wam zalecam terapię wstrząsową w wydaniu tychże pięciu jegomościów.
Ars Veneficium na Fecebooku
Ars Veneficium na Bandcamp
Ars Veneficium w Encyklopedii Metalu
Ocena: 9,0/10,0
- Mysthicon – „Bieśń” (2025) - 28 sierpnia 2025
- Sombre Figures – “Streams of Decay” (2021) - 15 lutego 2022
- Nigrum Tenebris – “I am the Serpent” (2021) - 14 lutego 2022

