Site icon KVLT

Aryman – “…i nienazwanych Dyjabłów” (2020)

Aryman to kwartet pochodzący z pięknego miasta Bielsko. I choć na scenie zespół ten istnieje już dwie dekady, nie miałem jak do tej pory okazji posłuchać żadnej z ich pięciu płyt (trzech długogrających i dwóch EPek). Na szczęście przyszła w końcu kryska na Matyska i ostatni ich krążek trafił w końcu pod moją strzechę.

Płyta wydana została przez wytwórnię Doomsday Elite (na krążku srebrnym) oraz Lower Silesian Stronghold (na placku czarnym). Album trwa pięćdziesiąt minut i zawiera dziesięć kawałków. Sporo słuchania!

Pierwsze nuty intra są nieco mylące. Ciężkie i powolne (nieco doomowe) dźwięki nie oddają klimatu płyty. No, ale to intro. Zatracenie na początku utrzymuje marszowe tempo i miarową partię gitary. W zestawieniu z mocno przesterowanym growlem całość daje wrażenie obcowania z czymś, co już wielokrotnie słyszałem. W dalszej części utworu muzycy rozpędzają się do temp bardziej przystających temu gatunkowi – w końcu to klasyczny, choć czysty w brzmieniu i selektywny black metal. Szantaż Potępienia od pierwszych uderzeń idzie w szybkie tempa i brutalność. Szkoda tylko, że linia melodyczna nie powala, a rutyna i miałkość wyziera zza każdego uderzenia w stopę. Kolejny utwór, Taniec Pogardy, zaczyna się typowym „umpa umpa”, ale nawet po przejściu w klimaty zbieżne z kawałkiem poprzednim zachwycić nie potrafi. I choć Stagnacja Umysłu swoim powolnym, melancholijnym wręcz początkiem wydaje się przynosić jakąś zmianę na płycie, ta niestety nie nadciąga. Nadal jest monotonnie i nudnawo. Nieco ciekawszy (za sprawą jakiejś linii melodycznej) jest utwór Oskarżona Ekspiracja, niemniej wciąż jest to zdecydowanie za mało. Niczym nie wyróżniająca się miarowa partia gitar, średnie tempo sekcji rytmicznej i skryty nieco wokal nie zwracają uwagi niczym choćby trochę wyjątkowym. Dla odmiany, nieco życia wprowadza dopiero Zwierzęca Odraza, ale nawet ten kawałek przeleciał mi przez uszy bez atencji. Miarowe, miałkie tempo jest niestety skazą całej płyty. Nie zmienia się w tej kwestii ani w Mroku Beskidów ani na zamykającym płytę utworze A Tribute to Alastor Nefas. Choć jest to tak naprawdę cover zespołu Beastcrat, czyli dzieło niepochodzące spod znaku Arymana.

Muszę niestety napisać, że moje pierwsze spotkanie z rodzimym Arymanem nie powaliło mnie na kolana. Ba, nie zmusiło mnie nawet do chwili refleksji nad twórczością bielszczan. Album ratuje niezła produkcja, ostatni na płycie cover, intro i utwór Zatracenie. Wszystko to jednak zbyt mało, żebym mógł kiedykolwiek do tej płyty wrócić.

 

Aryman na Facebooku

Aryman na Bandcamp

Aryman w Encyklopedii Metalu

Ocena: 6,0/10,0

Exit mobile version