Author & Punisher – „Melk en Honing” (2015)

Pewnie niektórzy z was zdążyli już przesunąć recenzję na sam dół i widząc niską ocenę od razu chcieli przejść na inną kartę. No bo komu by się chciało czytać negatywne recenzje nieznanego artysty? Muszę jednak odrobinę zawieść też tych, którzy postanowili zostać na dłużej – pewna część recenzji będzie poświęcona kompletnie innemu wykonawcy.
I choć tego typu dygresja jest swego rodzaju nietaktem, to mam nadzieję, że jakoś mi ją wybaczycie.

Lubię jak muzycy mają do zaoferowania coś nowego – od wielkich eksperymentów, po nawet drobne innowacje
i odstępstwa od normy. Zespoły, które brzmią zbyt podobnie do konkurencji automatycznie mnie odrzucają i nudzą – co zresztą było już widać w jednej z moich recenzji. Niestety
z eksperymentami bywa tak, że pomimo ogromnego wkładu czasu i pracy mogą się czasem nie udać.

Mówiąc o udanych innowacjach chciałbym przedstawić sylwetkę Colina Stetsona – saksofonisty prezentującego dość specyficzny styl gry na tym instrumencie. Colin posługuje się techniką permanentnego oddechu, którą część
z was może kojarzyć z wydawnictw Rahsaana Rolanda Kirka (polecam I Talk with the Spirits – świetnie słucha się przy śniadaniu). Tym jednak co odróżnia Stetsona jest inne podejście do nagrywania – mikrofony ustawione są
w sposób pozwalający zarejestrować nie tylko samą tonalną stronę instrumentu, ale także wszystkie „mechaniczne uderzenia” czy oddech artysty. Brzmi to świeżo, ciekawie i naprawdę fenomenalnie patrząc na fakt, że na New History Warfare Vol. 2 w większości składają się same dźwięki saksofonu oraz używane w kilku utworach słowo czytelne. I wszystko nagrywane na żywo, bez poprawek.

Author & Punisher to solowy projekt Tristana Shone’a korzystający z brzmień takich gatunków jak industrial, doom metal, drone czy noise. Nowa płyta została wydana przez Housecore Records – wytwórnię prowadzoną przez Philipa H. Anselmo, odpowiada on też za produkcję albumu. Najważniejszym dla mnie elementem na Melk en Honing jest jednak sama osoba artysty oraz jego podejście do tworzenia muzyki. Pan Shone własnoręcznie konstruuje swoje instrumenty muzyczne – od masek przetwarzających głos, po całą maszynerię, która obsługiwana przez artystę wydaje się osiągnięciem wyższego poziomu syntezy człowieka z maszyną.

Tym razem jednak eksperyment się nie udał. Płytka pomimo kilku naprawdę świetnych momentów szybko męczy
i nuży – tak bardzo, że często patrzyłem na zegarek nie mogąc uwierzyć, że będę musiał jeszcze tyle wytrzymać. Na szczęście dla niektórych momentów warto było być dzielnym. Mamy fajnie zrealizowane zaśpiewy i rytm w The Barge, podniosły wstęp w Future Man, ciężar w Disparate, czy melodyjną repetycję Void. Null. Alive w ostatnim utworze. Potencjał ten jest jednak zmarnowany przez dużą monotonię utworów oraz całości. Utrzymanie większości kompozycji w podobnym tempie i rytmie jest w zasadzie zrozumiałe, patrząc na sam sposób w jaki Shone wydobywa dźwięki, ale nie mogę już zaakceptować posługiwania się w trakcie utworu dwoma motywami na krzyż. Mam małą tolerancję na powtarzalność w obrębie utworów – wolę raczej powolne budowanie kompozycji w Swans niż stonera, ale to, co się dzieje tutaj, przechodzi wszelkie pojęcie. Duży minus.

Warto byłoby też w końcu uzasadnić dygresję od której zacząłem recenzję. Cały wstęp z Colinem Stetsonem miał na celu postawienie tych dwóch artystów w pewnej opozycji. Obydwaj panowie mają alternatywne podejście do tematu nagrywania, ich kompozycje pełne są repetycji – a i mogliby też być bardziej znani szerszej publiczności. Niestety z tego starcia wyłącznie Stetson wychodzi obronną ręką – jego muzyka pomimo monotonni nie nudzi,
a prawie pozwala wpaść w trans. Zamiast tego na Melk en Honing mamy wiele nietrafionych i irytujących motywów – jak zupełnie nie pasujące do siebie wokale w Shame (niekiedy brzmi to jak wkurzający dzieciak, który ku chwale trollingu przeszkadza starszemu bratu w nagraniu), nietrafiony podkład w Callous and Hoof, czy – najgorszy zarzut ze wszystkich – fakt, że każdy motyw, który mógłby się spodobać będzie powtarzany tak długo, aż zacznie męczyć. Z drugiej strony jednak kilka momentów z płyty zapad w pamięć i aż chce się do nich wrócić – szkoda, że same kompozycje utrudniają dłuższy odsłuch.

Jestem pełen szacunku i podziwu dla artysty, który nie boi się robić w muzyce czegoś nowego – szczególnie, gdy wkłada w to tyle pracy, co Tristan Shone w projekcie Author & Punisher. I choć w tym wypadku artysta zasługuje na zainteresowanie, to sama muzyka już niestety nie.

4/10

Autorem jest Naird (Adrian).

Czwarkiel
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , .