Baalzagoth to dla mnie nowa nazwa, jednak muzycy powołali ten projekt już ponad trzy lata temu w miejscowości znanej wszystkim dzięki Jurkowi Owsiakowi, czyli w Kostrzynie nad Odrą. Na debiutanckiej płycie zespołu, Morbid Persecutions, słonecznego reggae czy szybkiego punk rocka jednak nie uświadczymy. Baalzagoth stanął w opozycji do takich klimatów i ofiarowuje swe zakrwawione miecze panom ciemności, by pobłogosławili ich czarną, death metalową sztukę. Album został wydany przez rodzimą wytwórnię Mara Productions 15 kwietnia bieżącego roku.
Morbid Persecutions wyprodukowano w Heinrich House Studio, które jest już marką samą w sobie na rodzimym poletku metalu ekstremalnego. Materiał został ubrany w silnie duszne brzmienie, zaflegmione i zalane smołą. Słuchanie tej płyty potrafi przytłoczyć i kierowałbym ją do maniaków staromodnego, evil death metalu, który w pierwszej kolejności stawia na piekło i kvlt, a następnie na jakość kompozycji. Album ten będą czcić metale ubierający się w skóry, kilogramy ćwieków i gwoździ. Jest to muzyka, którą można określić mianem „prawdziwa”, mimo że styl zespołu w moim odczuciu jeszcze do końca się nie ukształtował. Bardziej tu chodzi o postawę i miejsce, w jakim band chce się znaleźć w przyszłości.
Utwory utrzymane są w wolnych i średnich tempach, zespół rzadko się rozpędza, stawiając raczej na zdołowany, ciężki stuff. Podczas słuchania z mocno podkręconą głośnością album staje się monolitem, który za wszelką cenę chciałby wyrwać nam membrany z głośników, co ma swoje zalety i wady. W pierwszej chwili można się zachwycić uderzeniem, ale przy czterdziestu minutach trwania płyty można się także zmęczyć. Jest to zatem materiał dla wytrwałych zawodników o wysokim współczynniku wytrzymałości na totalną ekstremę.
Inspiracje, jakie słyszę w kompozycjach, to polska i amerykańska odmiana death metalu, ubarwiona „złym dotykiem” black metalu. Duszny klimat sygnalizuje zamiłowanie do Incantation, zdołowane riffy prowadzone na niskich dźwiękach Baalzagoth sieje tu podobnie jak Amerykanie – aż czasami prosiłoby się pójść
jeszcze dalej w doomowe rejony. Polskie nawiązania to Azarath czy Hell – Born. Death metal grany przez Baalzagoth nie będzie więc należeć do przesadnie urozmaiconego, płyta jak się zaczyna, tak się kończy, a przerywników lub wyjątków jest na tyle mało, że nie są w stanie wyrwać nas z całościowego transu śmierci. Wskazałbym tu utwór Pagan’s Hell jako jeden z głównych odskoków i chyba dla mnie najlepszy w ogóle. Wstęp ubarwiony w złowieszcze partie klawiszy przeobraża się w miarowy, ciężki cios, który posiada znaczną warstwę rozpoznawalności.
Nie wiem, w jakim kierunku zespół pójdzie dalej, ale na dziś słaba różnorodność kompozycji jest jedynym mankamentem jego muzyki. Jako debiut, uważam Morbid Persecusions jako bardzo udany strzał. Trzy lata działalności, nastoletni perkusista i takie uderzenie to wielkie osiągnięcie. Myślę, że album nie przejdzie niezauważony i tylko od zespołu zależy, czy będzie w stanie kolejnymi krokami umocnić swoją pozycję.
Ocena:8/10
- Exhumed – „Red Asphalt” (2026) - 18 lutego 2026
- Blood Red Throne – ”Sillskin” (2025) - 8 lutego 2026
- Creeping Fear – „Realm of the Impaled” (2025) - 8 lutego 2026
Tagi: 2022, Baalzagoth, death metal, Evil Metal, Mara Productions, Morbid Persecutions, recenzja, review.






