Site icon KVLT

Blindead 23 – „Vanishing” (2024)

Duet Mateusz “Havoc” Śmierzchalski i Patryk Zwoliński (ten pierwszy był liderem blindead i jednym z dwóch gitarowych nieodżałowanej grupy, zaś drugi bez wątpienia najbardziej cenionym przez fanów wokalistą formacji), wsparty umiejętnościami Pawła Jaroszewicza (perkusista m.in.: Antigamy, Patriarkh, a ostatnio jeden z członków koncertowego wcielenia Vltimas), dostarczył pierwsze wydawnictwo opatrzone nazwą Blindead 23. Zaznaczę, że słowo “wydawnictwo” użyte zostało tutaj nie bez powodu, gdyż artyści unikają nazywania Vanishing EP-ką bądź albumem, a recenzowana płyta trwa niespełna pół godziny i składa się z trzech utworów łączących się w jedną, majestatyczną, acz niepokojącą kompozycję.

Co zatem stało się z długo zapowiadanym, pełnoprawnym longplayem? Tak naprawdę nie wiadomo. Według doniesień muzyków, zarejestrowany na przełomie 2022 i 2023 roku krążek wciąż nie ujrzał światła dziennego z powodu nieprzewidzianych komplikacji. Niniejszym Vanishing jest tak naprawdę drugą płytą w dorobku Blindead 23, tyle że nagraną jako trio. Zaznaczę, że pełen skład B23 tworzy łącznie sześciu muzyków (w tym m.in.: Roger Öjersson z Katatonii i Tiamat). Cóż, mimo turbulencji związanych z rozkręceniem działalności grupy powstałej na gruzach nieistniejącego od lat blindead, przechowywany gdzieś na półce materiał ma ponoć zostać wydany w bliżej niesprecyzowanej przyszłości. Tyle tytułem przydługiego wprowadzenia.

Niezadowolenie i frustracja problemami związanymi z tym albumem nakręciły motor napędowy trzonu B23 (czyli Havoca, Patryka i Pawła), co zaowocowało skomponowaniem trzech zupełnie nowych kompozycji, wydanych pod koniec września br. przez Mystic Productions. Nie będę ukrywał, że po wielokrotnym ich odsłuchu wciąż nie wiem, co o nich myśleć; trudno bowiem zawartość Vanishing traktować jako w pełni suwerenny byt, ponieważ rozmaitych podobieństw natury brzmieniowo-kompozycyjnej do twórczości tego poprzedniego zespołu jest tak wiele, że nikt pewnie by się nie zorientował, gdyby liczba 23 została nagle usunięta z nazwy.

Już od pierwszych chwil słychać bowiem, że Havoc nie zapomniał, jak ciosać wgniatające w ziemię, przywodzące na myśl Autoscopię riffy, natomiast Patryk ponownie udowadnia, że nikt w tym kraju nie potrafi wydrzeć się tak jak on. Tych dwóch niewątpliwie nadal potrafi krzesać wysokiej próby post metal, jednakże nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tym razem czegoś tu brakuje. Bynajmniej nie chodzi o grę Pawła Jaroszewicza, bo ten na Vanishing dwoi się i troi, udowadniając, że wciąż jest w absolutnej czołówce metalowych drummerów z naszego kraju. Na pozór wszystko się zgadza, gdyż wysmakowane partie basu nagrane gościnnie przez JB van der Wala z DOOL, elektronika Stephana Azana, czy nawet produkcja pracującego z Havokiem i Patrykiem od lat Kuby “Kikuta” Mańkowskiego wzbogacają niniejszy materiał, ale w ostatecznym rozrachunku całość wypada jedynie dobrze. I w tym konkretnym przypadku niewątpliwie jest to spory minus, gdyż w katalogu blindead nie brakuje rzeczy wybitnych. Przesadą byłoby stwierdzenie, iż dzieło utworzonego względnie niedawno tria wygląda blado na tle dyskografii nieistniejącej, trójmiejskiej grupy, jednak wciąż w dziesięciu na dziesięć przypadków, zamiast sięgać po Vanishing, ponownie skierowałbym wzrok w kierunku Affliction, Niewiosny czy wspomnianej wcześniej Autoscopii.

Wszystkie te przemyślenia sprowadzają mnie do wniosku, że na pierwszym wydawnictwie B23 lepiej niż dokładnie słychać, iż niegdysiejsze blindead było zespołem kompletnym, a każdy z jego członków miał sporo do powiedzenia w temacie budowania utworów. Wnioskuję w taki sposób, ponieważ po wsłuchaniu się w poprzednie wydawnictwa współtworzone przez duet ŚmierzchalskiZwoliński łatwo odczuć wyraźniejszy nacisk na aranżację poszczególnych fragmentów utworów. Zawartość Vanishing jest znacznie uboższa w formie od części nagrań znajdujących się na tracklistach przyszywanych poprzedniczek z katalogu blindead, co, rzecz jasna, znajdzie swoich zwolenników, jednak sam do nich nie należę. Recenzowana płyta wydaje mi się niepełna, szorstka, a momentami tyleż monotonna, co nudnawa, niemniej trzeba przyznać, że wszystkie trzy premierowe numery świetnie korespondują z okładką autorstwa Gabriela Janiona, a także kierunkiem artystycznym obranym we wkładce. Rzeczywiście niemalże wszystko tu jest na wskroś szarobure, przy czym to zapewne działanie celowe, gdyż zarejestrowana muzyka odnosi się do najtrudniejszego okresu z życia Havoca, zawartość tekstowa również nie należy do najweselszych, a teledysk do Let Them Speak jest niemalże czarno-biały. Twórczość blindead wielokrotnie odnosiła się do tematyki problemów natury psychicznej i o ile Niewiosna romantyzowała nagły koniec wielkiego zespołu, tak Vanishing sprawia wrażenie wymagającej próby przypomnienia sobie, o co w tym wszystkim chodzi.

W ostatecznym rozrachunku uważam, że owe niespełna pół godziny muzyki stanowi przede wszystkim swoiste preludium, jak i obietnicę czegoś większego. Mam szczerą nadzieję, że Vanishing będzie po latach zapamiętane jako świadectwo końca trudów, z którymi ostatnimi laty mierzył się Mateusz. Nie będę ukrywał, że jestem dosyć rozczarowany pierwszą płytą Blindead 23, lecz szczerze życzę muzykom sukcesu z niewydanym dotychczas albumem, niezależnie od tego, jaki kierunek na nim obrali. Równocześnie nie zmienia to faktu, że wydany jeszcze w 2022 roku, mający się na nim znaleźć singiel Towards the Dark po prostu do mnie nie trafił, co nie oznacza oczywiście, że mowa o kiepskiej kompozycji.

Ocena: 7/10

Blindead 23 na Facebooku.

Exit mobile version