Cannibal Corpse – „Chaos Horrific” (2023)

No i doczekaliśmy się szesnastego albumu z logiem Cannibal Corpse!
Dobrze pamiętam czasy, gdy do kasety TAKTu trząsłem fryzurą obciętą na grzybka (modna wśród dzieciaków na początku lat 90.) do Sredded Humans z albumu Eaten Back To Life. Cannibal Corpse to kawał historii, dziesiątki lat niszczenia maniaków death metalem i – jak widać – zespół ciągle nie ma dosyć. Nowy krążek zatytułowano Chaos Horrific, miał swą premierę 22 września i klasycznie ukazał się z logiem Metal Blade Records.

Jakoś już tak mam, że nie czekam nigdy przesadnie na nowe dzieło od brutali z Florydy. Cannibale to sprawna maszyna – nie tylko koncertowa, ale też wydawnicza i nie trzeba się obawiać, czy coś nagrają. Nowe materiały dostarczane są nam regularnie co 2–3 lata, wręcz można powiedzieć, iż na Amerykanach można polegać jak na wytrzymałości telefonu Nokia 3310. Przez lata działalności co prawda zdarzyły się im krążki mniej interesujące i okresy, które można tłumaczyć zmęczeniem materiału, ale wraz z powrotem Roba Barretta (ex-Malevolent Creation) i zwerbowaniem Erika Rutana przyszły nowa energia i jakość, które były jak najbardziej pożądane. Patrząc na podział obowiązków przy powstawaniu Chaos Horrific, widać jednak, że całość pracy nie spadła na ich barki, a najwięcej kawałków napisał basista Alex Webster. Jedynym leniuszkiem w składzie jest Corpsegrinder (wokale), który nie napisał nawet jednego tekstu i nie miał wkładu w powstawanie kawałków. Nie zmienia to jednak faktu, że jego robota wykonywana jest zawsze wzorowo i nie zmieniło się to także teraz. Małą ciekawostką może być to, że pozwolił dla odmiany pokrzyczeć w tle Rutanowi, co – mam nadzieję – także wzbogaci koncerty.

Słuchając albumu, zauważyłem, że te najszybsze i najbardziej zagmatwane utwory stworzył Webster. Są to kawałki w stylu CC, który zapoczątkowany był jakoś po Gore Obsessed i kontynuowany jest po dziś dzień. Szybkie łupanki z perkusją graną „na jeden” do wtóru skomplikowanych riffów to już esencja stylu zespołu, ale powiem szczerze, że gdyby album był taki w całości (jak zdarzało się to kiedyś), to byłbym zawiedziony. Dopuszczenie Barretta i Rutana do tworzenia materiału było bardzo dobrą decyzją, nadającą płycie odpowiedniego urozmaicenia i przejrzystości. Zaczyna się szybko, mocno i niespecjalnie zaskakująco (choć wejście na basie jest wyjątkowo skuteczne). Przy pierwszym odsłuchu dopiero na wysokości trzeciego i czwartego utworu moja uwaga została przykuta za sprawą Summoned for Sacrifice (Barrett) i singlowego Blood Blind (Rutan), a po nich znowu zaczęło się odliczanie do tych nieco wolniejszych, wyróżniających się kompozycji. Drugie słuchanie – ku mojemu zaskoczeniu – przyniosło niechęć i obawę, że Chaos Horrific dołączy do mniej udanych krążków dyskografii. Odczułem zmęczenie mało „przebojowym” charakterem całości i stwierdziłem, że może to być płyta jednego utworu (znowu fenomenalny Blood Blind). Jednakże to jest Cannibal Corpse i nie mogłem tego tak zostawić. Puściłem album kolejny raz po południu, następny raz o poranku i jeszcze raz w samochodzie – zaczęło gryźć. No w końcu! – chciałoby się rzec.

Wychodzi na to, że nie jest to album jednego odsłuchu i wypada to na plus. Przy lepszym poznaniu objawia się wiele dobrej muzyki, smaczków i ciekawych rozwiązań aranżacyjnych. Co najważniejsze, z kolejnymi odsłuchami pojawia się też sympatia dla utworów i przestaje być ważne, czy song jest szybki, czy wolny – całość nabiera sensu. Jako moje ulubione utwory na pewno będę nadal wymieniał te napisane przez dwójkę gitarzystów, ale czy oderwane z kontekstu byłyby nadal takie zajebiste? Czy album w całości stworzony przez nich porwałby słuchaczy? Nie wiem, ale wiem, że Chaos Horrific trafia powoli, przebija się mozolnie przez świadomość i zdobywa tam swoje miejsce już na zawsze. Na wyróżnienie na pewno też zasługują partie solowe gitar, które już długo nie były takie finezyjne i ciekawe.

W temacie małego podsumowania chciałbym jeszcze nadmienić, że utwór tytułowy – moim zdaniem – nie powinien się wydarzyć. Thrashujące riffy i zbyt prostolinijny refren mnie boli i ledwo jestem w stanie przejść przez ten moment albumu. Na szczęście są kawałki, które nadrabiają wpadkę i można ją ostatecznie wybaczyć, ale bez tej kompozycji album byłby dla mnie lepszy. Ocena wystawiona została w punktacji odniesionej do dyskografii Cannibal Corpse, gdzie 1 otrzymuje – według mnie – najsłabszy Bloodthirst, a 10 – ex aequo – Tomb of the Mutilated i The Bleeding.

Ocena:7/10

Cannibal Corpse na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .