Chapter XII to nowy materiał warszawskiego, deathmetalowego czołgu Chainsword, który miał premierę 6 maja roku bieżącego. W skład tracklisty wchodzi pięć premierowych utworów i dwa z poprzedniego longa jako bonusy. Kompozycje te nie zmieściły się na winylowe wydanie Born Triumphant. Wydawcą tej płyty jest sam zespół i głównie u muzyków można się w niego zaopatrzyć.
Od czasu debiutanckiego albumu Blightmarch miałem przerwę z Łańcuchowym Mieczem i nie słyszałem albumu numer dwa. Jednak obserwując social media widziałem, że ma się dobrze, że gra koncerty i festiwale, idąc stopniowo naprzód ze swoją oldschoolową rebelią. Na wieść o planowanej premierze nowego mini albumu poczułem zainteresowanie. Po debiucie czułem, że zespół potrzebuje trochę czasu na rozwój, stąd strategiczne ominięcie Born Triumphant. Może zabrzmiałem tu trochę jak dupek, ale tak czułem i po odsłuchu nówki uważam, że zrobiłem dobrze.
Premierowa część Chapter XII to materiał zespołu „gotowego”, pewnego i zwartego, którego styl zbił się w jedną całość. Zespół utwardził swoje ja, pisząc kawałki jednolite stylistycznie i bardzo spójne. Efekt końcowy jest taki, że Rozdział uderza nas w łeb niczym młot bojowy. Od rozpoczynającego krążek riffu obcujemy z walcem wzorowanym na dokonaniach Bolt Thrower, z jego ciężarami, melodiami i bitewnym zacięciem. Niby podobnie jak na debiucie, ale lepiej. Jestem typem, który lata 90. uważa za „święte” w znaczeniu muzycznym. Czepiam się przez to wielu hord, które próbują się wbić w ten klimat, bo często zawodzą, kopiują, a w zestawieniu z klasykami wypadają cholernie nijako. Level Chainsword na nowym albumie podskoczył na tyle, że nie mam na co narzekać i mogę tego materiału słuchać z przyjemnością, delektując się fajnym drive’em.
Kompozycje w głównej mierze nastawione są na ciężar i walcowanie. Jednak od czasu do czasu zdarzają się przyspieszenia dla wzmocnienia dynamiki i nie wpadania w monotonię. Stawiam na te wolniejsze patenty, ale zdaję sobie sprawę, że bez szybkich kontr materiał mógłby stać się nie tyle ciężki, a ociężały. Co do dwóch zamykających bonusów, od razu można wyłapać różnicę brzmieniową i zauważyć, jaki dokonał się postęp. Uważam, że jako zamykające dodatki niech są, ale jakoś przesadnie nie zachęcają mnie do nawrotki i sprawdzenia albumu numer dwa.
Koniec końców oceniam Chapter XII jako bardzo pozytywny zwrot w karierze warszawiaków. Słyszę tu postęp wykonawczy i aranżacyjny. Chainsword stał się bardziej świadomy i mam wrażenie, że bardziej naturalny. Odbieram go również jako band koncertowy, walce takie jak na przykład Primarch muszą orać publikę wzorowo.
Ocena: 8/10
- Blood Court – „The Burial” (2025) - 22 stycznia 2026
- Scorpions – „From the First Sting” (2025) - 16 stycznia 2026
- Wisdom In Chains – „Die Young” (2005/2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: 2025, Chainsword, CHAINSWORD Chapter XII, death metal, old-school death metal, recenzja, review.






