Cezar powrócił! Po długiej ciszy uderzył projektem Faustus, a krótko potem ujawnił singiel z nowej płyty Christ Agony. Dziewięć długich lat trzeba było czekać na ten moment, ale w końcu maniacy dark metalu spod znaku Agonii Chrystusa otrzymają nowe hymny. Anthems, bo taki tytuł nosi nowe dzieło, zostanie wydane 26 września dzięki Deformeathing Production w trzech formatach: CD, MC i kilku wersjach kolorystycznych płyty winylowej. Album nagrano w Morągu w Studio 666 z Michałem Grabowskim z BlackTeamMedia za sterami. Obok Cezara na płycie możemy m.in. usłyszeć za garami naszego polskiego Norwega z Dimmu Borgir, czyli Daraya, a w dwóch utworach innego perkusistę w osobie Augusta.
Nie powiem, że czekałem na ten powrót. Minęło tyle czasu, że najnormalniej o tym nie myślałem, zakładając, że Cezar postanowił sobie muzykę odpuścić. Jednak gdy dotarła do mnie wieść o nowej płycie, momentalnie – jak to było w Świętym Graalu Monthy Pythona – „obsrałem zbroję”. Christ Agony ukształtował mnie i mój gust w połowie lat 90., album Moonlight Act III skierował mnie w stronę black metalu, na jakiś czas wyciął mnie dla innych gatunków i po dziś dzień stawiam go na podium polskiej muzyki ekstremalnej. Autora takiej sztuki się nie ignoruje, zatem emocje w związku z Anthems były silne, a przedpremierowe otrzymanie promopaczki od Deformeathing było złotem.
Myśląc o tym tekście postanowiłem, że nie pozwolę by stał się jednym wielkim porównaniem do wczesnych trzech aktów w dyskografii Christ Agony. Oczywiście nie da się od tego uciec, ale minęło od tego czasu ze sto lat, a Cezar jako artysta nigdy nie patrzył za siebie. Nie zmienia to faktu, że Anthems reklamowane jest jako powrót do korzeni i najmocniejszego okresu w jego karierze.
Do promocji płyty wybrany został utwór Empire of Twilight, który wszyscy już znacie i jak zaobserwowałem po reakcjach – lubicie. Jestem mądrzejszy o poznanie reszty albumu, ale i tak stawiam ten song na szczycie i świetny wybór do promocji. Jest jednym z wyraźniejszych i zapamiętywalnych punktów płyty. Pomimo swej długości nie nudzi i prowadzi słuchacza przez swego rodzaju „the best off…” wycięte z historii zespołu. Swoich zwolenników zjedna sobie też na pewno rykami na początku – powtarzanym słowem „Bellial” – no nie ma opcji, by jakaś czarna dusza przeszła obok tego obojętnie.
Po niemal ośmiu minutach otwieracza wraz z Throne of Eternal Silence kierujemy się w klimaty nieco mniej związane z początkami zespołu. Do kompozycji tej Cezar wpuścił nieco ze swojej bardziej atmosferycznej strony, pozostając oczywiście ściśle w stylistyce Agonii. Jest wolniej, ale nadal diabolicznie i jadowicie, pojawiają się klawiszowe tła. Jest to bez wątpienia utwór, który idealnie wpasowuje się w klimat ostatnich płyt i nowszej twarzy projektu.
Z trójeczką wjeżdża Sanctuary of Death i wnosi na start trochę szybsze tempo, by z czasem przekształcić się w klasyczny, nie za szybki utwór w klimacie sztandarowym dla Christ, ubrany w bardzo charakterystyczne riffowanie Cezara. W kawałku tym można wyłapać bezpośrednie nawiązanie do jednej z partii z Moonlight, pewnie maniacy tego albumu z łatwością wyłapią temat. Bardzo atmosferyczny, ale nadal piekielnie zły hymn. Obok otwierającego płytę jest to moja ulubiona pieśń i dobry materiał na wideoklip.
Rites of the Black Sun to kompozycja z numerem cztery, która po raz kolejny niesie nas w klimatyczne, średnie tempa. Na tym etapie możecie się już domyślić, iż album rzadko będzie przyspieszał, a blasty Cezar zostawia dla innych. Muzyk zdecydowanie stawia na pompatyczne, marszowe bębnienie i rozmyte riffy, co w tej kompozycji zdecydowanie wiedzie prym. Pojawiają się tu także partie gitar pozbawionych przesteru, jest mistycznie i staroszkolnie. Nie wybrałbym tego utworu na faworyta, ale trzyma poziom.
Z numerem pięć zbliżamy się do końcówki peletonu. Dark Waters to najdłuższy utwór na płycie i zarazem chyba najbardziej urozmaicony. Słychać tu echa debiutu, słychać także parę jakby nowych dla projektu rozwiązań. Jest to bardzo atmosferyczny kawałek muzyki, zbudowany na przeciwnościach agresji podwójnej stopy z melodyjnymi harmoniami gitar.
Jako ostatni pojawia się drugi utwór promujący album – Nocturnal Dominion. Akustyczny początek wprowadza tu odpowiedni klimat, mroczny i bardzo korzenny dla stylu Christ Agony. Taki też jest rozpoczynający go riff, który bez wątpienia mógłby pojawić się na Act II i III. W swej jednostajnej budowie utwór można odebrać jako wręcz hipnotyzujący, motywy w nim płyną mieszając się ze sobą, ale utrzymując cały czas ten sam feeling i tempo. Jest to bardzo ciekawa kompozycja i na pewno świetny zamykacz całości.
Jestem fanem Christ Agony niemal od trzydziestu lat, nie zawsze było łatwo, bo Cezar lubił eksperymentować, ale nigdy nie zdarzyło się tak, bym jakiś album musiał potępić czy jednoznacznie nazwać słabym. Są lepsze i gorsze, ale żaden nie jest przeze mnie nielubiany. Anthems w moim uznaniu jest najlepszym w okresie nowożytnym zespołu, do którego zaliczę płyty nagrane po Demonology (2004). Wnosząc pewien pierwiastek nowej jakości, bardzo silnie nawiązał do początków zespołu. Nie ma opcji, by jego fani nie przyjęli go ciepło, tego jestem pewien. Długa przerwa i wysoka jakość są gwarantem sukcesu tego krążka. Ja od siebie mógłbym ewentualnie wyrazić tylko małe żale o brak przyspieszeń, które nawet w małych ilościach dałyby dobry kontrast dla dużej dawki atmosfery. Jest to dla mnie delikatny minus, który nie pozwala mi dać maksymalnej oceny, ale jeżeli dałbym maksa Moonlight czy Unholyunion, to w taki zestawieniu 8.5 jest nadal całkiem zajebistą notą.
Ocena: 8.5/10
- Blood Court – „The Burial” (2025) - 22 stycznia 2026
- Scorpions – „From the First Sting” (2025) - 16 stycznia 2026
- Wisdom In Chains – „Die Young” (2005/2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: 2025, Anthems, black metal, cezar, christ agony, Christ Agony - „Anthems” (2025), dark metal, Deformeathing Production, recenzja, review.






