Clutch – „Sunrise on Slaughter Beach” (2022)

Cztery lata – dokładnie tyle czasu minęło od wydania poprzedniego krążka Clutch, Book of Bad Decisions. Biorąc pod uwagę niezawodną kreatywność i płodność muzyków z Maryland, jest to zdecydowanie zbyt długi okres. Dziwi również fakt, że po czterech długich latach Amerykanie sprezentowali nam swój najkrótszy jak dotąd album, którego czas trwania nieznacznie przekracza pół godziny. Jak prezentuje się dziewięć utworów umieszczonych na najnowszym wydawnictwie Clutch? Przekonajcie się sami!

Po wypuszczeniu dwóch pierwszych singli Red Alert (Boss Metal Zone) i We Strive for Excellence byłem przekonany, że Panowie powracają do bardziej intensywnego rockowego brzmienia, tak dobrze znanego fanom z uwielbianych Psychic Warfare (2015) i Earth Rocker (2013). Szczególnie pierwszy z nich, trwający niespełna trzy minuty Red Alert, to jeden z najkrótszych utworów w dyskografii Clutch, a jego koncertowa energia dorównuje sztandarowym X-Ray Visions czy The Mob Goes Wild.

Sunrise on Slaughter Beach to płyta krótka, zwięzła i bardzo satysfakcjonująca. Poza wspomnianymi singlowymi rockerami mamy tu do czynienia z bardzo interesującymi pomysłami w postaci utworu Nosferatu Madre, którego groove poruszyłby nogę i przemówiłby do duszy niejednego rockowego laika. Nosferatu łączy stonerowe pomysły grupy z początków jej istnienia z bardziej energicznym brzmieniem, do którego Amerykanie przyzwyczaili nas w ostatnich latach swojej działalności – ot, przepis na świetny koncertowy rager (informacja poparta własnym doświadczeniem koncertowym). Mamy tu również kapitalną Mercy Brown, czyli najbardziej epicki kawałek na całej płycie, przypominający swoją podniosłością kompozycję Emily Dickinson z BoBD. Ciche partie przeplatane z eksplodującym refrenem sprawią, że niejeden słuchacz się zachwyci. Utwór tytułowy to świetny stonerowy kawałek z – jakżeby inaczej – bardzo mocnym refrenem, który od pierwszego odsłuchu wpadnie każdemu w ucho. Inteligentne, często żartobliwe i ironiczne teksty Neila Fallona świetnie wpasowują się w ogólny ton utworu, jak i całej płyty, dzięki czemu po paru odsłuchach łatwo jest zapamiętać najciekawsze momenty liryczne.

Płytę kończą trzy dość nietypowe jak na ostatnie dwie dekady muzyki Clutch kawałki. Pierwszy z nich, Skeletons on Mars, który – poza swoim dość chwytliwym refrenem – wypełniony jest rozległą przestrzenią instrumentalną, w której muzycy pozwolili sobie na niemałą dawkę kosmicznej (nomen omen) eksperymentacji – coś, czego nie słyszeliśmy w ich muzyce od roku 1995, czyli od czasu wydania tytułowej płyty Clutch. Three Golden Horns jest utworem ze złowieszczo brzmiącym refrenem i rozbudowaną sekcją instrumentalną, podczas której Panowie ponownie zasypują nas ciekawymi, zainspirowanymi jazzem pomysłami i energicznie brzmiącymi riffami. Jest to jedna z tych kompozycji, która może umknąć słuchaczom ze względu na to, że znajduje się przy samym końcu płyty, jednak warto o niej pamiętać. Albumowy closer, Jackhammer Our Names, to nagranie jedyne w swoim rodzaju. Jest to dość krótka kompozycja, w której główną rolę gra głos Fallona i kreowana przez niego atmosfera klęski i zagłady. Patetyczny, bardzo poważny ton utworu wzbudza w słuchaczu skrajne emocje. Jackhammer Our Names zamyka płytę w sposób zaskakujący, przez co chce się do niego wracać bez końca.

Sunrise on Slaughter Beach to bardzo dobra i – jak to w standardzie Panów z Clutch od zawsze było – pozbawiona słabych numerów płyta. Jedynym mankamentem, jakiego jestem w stanie się tutaj doszukać jest fakt, że to zaledwie dziewięć kawałków, przez co Sunrise ciężko jest postrzegać jako pełen album czy też produkt całkowicie ukończony. Gdyby Amerykanie dorzucili dwa-trzy utwory, byłbym w pełni usatysfakcjonowany. Polecam tę płytę wszystkim fanom dobrej muzyki, których koncentracja uwagi nie jest zbyt długa – to album idealny dla Was; krótki, zwięzły i na temat.

Ocena: 7.5/10

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .