Mgła. Gęsta, kobaltowa mgła spowiła moje głośniki, a za nią czai się obietnica. Obietnica zespołu Cobalt Wave, świeżo upieczonego kwartetu, który śmiało wkroczył na scenę rocka progresywnego. Ich debiutancki album Men. Mind. Machine miał być iskrą, która rozpali płomień nowej muzycznej ery. Niestety, jak to często bywa, rzeczywistość okazała się nieco mniej barwna niż marketingowe zapewnienia. Album trwa 50 minut, a czas ten rozciąga się niemiłosiernie. Muzyka łagodna, momentami wręcz mdła. Jeden uporczywie powtarzający się rytm dominuje nad całością, zaledwie sporadycznie ożywiony jazzującymi akordami. Nie jest to nic odkrywczego, nic, co mogłoby zatrzymać uwagę słuchacza na dłużej. Płytę można określić jako nużącą.
Jednak, jak w każdej historii, pojawiają się przebłyski. W utworze Seeds Of Discord za sprawą hipnotyzujących keyboardów można usłyszeć echo Marillion. Niezłe riffy sporadycznie przedzierają się przez warstwę przeciętności. Chwytliwy refren… niestety zrujnowany przez niezbyt udane solo gitarowe. Wszechobecna monotonia perkusji nie pomaga w budowaniu napięcia. Nadzieja tliła się we mnie przy Nothing To Win i Weltschmerz. Tam, przez krótką chwilę, można było poczuć przebłysk geniuszu, który jednak szybko zginął w morzu sztampy i przewidywalności. Jakby zespół bał się odważyć, pójść o krok dalej, wyjść poza utarte schematy.
Produkcja albumu stoi na wysokim poziomie. Dźwięk jest czysty, klarowny, dopracowany. Niestety, nawet najlepsza produkcja nie była w stanie uratować wokalu Kuby Łopatki, który zdawał się walczyć z mikrofonem, zamiast z nim współpracować. Głos brzmi płasko, bez emocji, a gitara… no cóż, lepiej o niej zapomnieć. Pojawiają się także momenty niepokoju, tak jak w Starbound Explorers, gdzie na chwilę można było poczuć ducha Pink Floyd. Jednak te nagłe zmiany stylistyczne, zamiast wzbogacić album, wprowadzają jedynie zamęt i dysonans. Nie pasują do reszty.
Historia debiutanckiego albumu Cobalt Wave to opowieść o zmarnowanym potencjale. Choć Men. Mind. Machine nie spełnia pokładanych w nim nadziei, to stanowi punkt wyjścia dla zespołu. Czas pokaże, czy uda im się wykorzystać zebrane doświadczenia i stworzyć muzykę, która rzeczywiście poruszy słuchaczy.
Ocena 4/10
Cobalt Wave na Facebook
- Mayhem – „Liturgy of Death” (2026) - 18 stycznia 2026
- Cobalt Wave – „Men.Mind.Machine” (2025) - 25 września 2025
- Ino-Rock Festival 2025 – Inowrocław (23.08.2025) - 25 września 2025






