Coffinwood to nazwa stosunkowo świeża na naszej ekstremalnej scenie. Co prawda ich powstanie datuje się na rok 2017, ale dopiero w 2020 pojawiły się pierwsze nagrania w postaci Epki Storm of Steel, a o debiut zespół pokusił się w roku ubiegłym. Acolytes of Eternal Flame miało swą premierę 15 grudnia 2024 i zostało wypuszczone nakładem własnym.
Jako że nie miałem okazji słyszeć Storm of Steel, to pełen album jest moim pierwszym kontaktem z muzyką Warszawiaków. Krążek muzycy zrealizowali w JNS Studio pod okiem Pawła „Janosa” Grabowskiego (na przykład Hostia, Hate, Riverside), który mam wrażenie, nie miał łatwiej pracy. Do tej pory natrafiałem na jego produkcje dla kapel, które stawiały raczej na „tłuste” odmiany brzmień, a Coffinwood bez dwóch zdań staje po stronie bardziej surowej jazdy. Dokonano tu wyborów, które nie do końca mi pasują, bo o ile bardzo surowe brzmienie gitar może podbijać bezpośredni atak płyty, tak silnie podciągnięta „górka” w miksie całości trochę mnie drażni, a talerze perkusyjne bez skręcenia na sprzęcie sopranów przyprawiają o ból zębów. Niemniej to kwestia gustu i zabieg ten absolutnie nie dyskwalifikuje albumu.
Płytę rozpoczyna intro informujące o wycieku w Czarnobylu, które bezpośrednio nawiązuje do tematyki tekstów albumu, w których muzycy odnieśli się do tej tragedii. Po nim zespół bez ogródek ukazuje całe swoje „ja” i rozpędza się do pełnej prędkości w Disposition of Doom. Już przy tej kompozycji wpadły mi skojarzenia z muzyką w stylu Azarath i myślę, że jest to kierunek jak najbardziej trafny. Death metalowe kanonady ustawiają band w okolicach naszej brutalnej sceny „infernal blastingów”, a częste pojawianie się motywów blackmetalowych przywołuje w pamięci ekstremalne dzieła francuskiego Arkhon Infaustus. Coffinwood w podobny sposób stara się poruszać w sferze gatunków, brutalności i surowej siły. W kompozycjach dominuje wyraźne riffowanie, ale nie brakuje też pewnej dozy klimatu, która wpuszcza przestrzeń do stylu zespołu, co moim zdaniem wychodzi na dobre. Szybkie partie dominują nad zwolnieniami, ale gdy zwolnienia się pojawiają, są bardzo ciekawe, a utwory, w których takie tempa dominują, najbardziej przypadły mi do gustu (Salvation Through Radiation, Sarcophagus i najlepszy ze wszystkich Exclusion Zero). Jest to kierunek, który warto zgłębiać, bo wyczuwam tu wyjątkowy talent dla złowieszczych, diabolicznych glebowgniataczy.
Na koniec jedyne, co chciałbym dodać, to mała rada odnośnie wokali, które muszą z czasem stać się bardziej rozpoznawalne. Sposób ich zaaranżowania i miksu totalnie je na płycie marginalizuje. Wokale z reguły „jadą” tu pod gitary i jedynymi wybijającymi się z całości są partie blackowych skrzeków, które pojawiają się tu w zdecydowanej mniejszości. Większa rozpoznawalność i charyzma w tej kwestii to w przyszłości mus.
Coffinwood ma już jakiś pomysł na siebie, bez wątpienia musi jeszcze przejść odpowiednią drogę do pełnej dojrzałości, ale jak na debiut – jest już skutecznie. Bardzo jestem ciekaw, jak będzie wyglądał ich dalszy rozwój, bo z tego punktu, jakim jest Acolytes of Eternal Flame, skład może pójść w różnych kierunkach.
Ocena:7/10
- Blood Court – „The Burial” (2025) - 22 stycznia 2026
- Scorpions – „From the First Sting” (2025) - 16 stycznia 2026
- Wisdom In Chains – „Die Young” (2005/2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: 2025, black death metal, coffinwood, COFFINWOOD Acolytes of Eternal Flame, death metal, recenzja, review.






