Szwajcarski Coldcell wydał w ubiegłym roku swój czwarty pełnowymiarowy krążek The Greater Evil. Za wydawnictwem stoi francuska wytwórnia Les Acteurs de l’Ombre Productions, a że jesteśmy z tym labelem dość dobrze zaznajomieni, postanowiłem przyjąć na klatę ciężar zrecenzowania krążka.
Coldcell to zespół nietuzinkowy, co widać choćby po samej okładce. Niby black metal, ale muzycy postanowili wykrzesać z niego coś swojego i niepowtarzalnego. I do tego na nieco wyższym poziomie.
Dlatego początek pierwszego utworu jest niezłym wstępem do The Greater Evil. Liryczny, z czystym wokalem, brzmi jak kołysanka i zupełnie nie zdradza, jak brzmi zasadnicza zawartość albumu. A ta zaczyna się mniej więcej po trzech minutach. I choć zmienne tempo przywraca momentami wolne, ciężkie i brudne fragmenty, kapiące równie ciężkim i brudnym wokalem, to spora część pierwszego utworu to szybkie blasty i black metal bezpardonowy. I to ta odsłona zespołu podoba mi się znacznie bardziej, gdyż wolne i ciężkie tempa częściej mnie nudzą niż zaciekawiają. Utwór numer dwa (Those) znów rozpoczyna się powolnie i ciężko. Miarowa perkusja, przesterowane i nisko zestrojone gitary i równie niski, mocno zniekształcony i nieco schowany do tyłu growl wzmacnia mroczny charakter utworu. I choć nie takie klimaty grają w mojej duszy, muszę powiedzieć, że swój muzyczny świat Coldcell stworzył po mistrzowsku. Open Wound znów zaczyna się mrocznie i groźnie lecz po chwili przechodzi w klimaty szybkie i tantryczne. Perkusja rozpędza się do temp szybkich (choć bez popadania w skrajności). Za nią idą partie gitarowe a wokal zmienia charakter na nieco czystszy, bardziej przeraźliwy i wyższy w tonacji. No, to już lubię. Ciekawe, co będzie dalej. Armoured in Pride rozpędza się powoli i ląduje znów w klimatach utworu numer jeden. Z jednej strony szybkie, bardzo szybkie partie spowolnione nieco ciężkim growlem a z drugiej strony powolna i jeszcze cięższa przeciwwaga. Tym cięższa, że utwory posiadają niebagatelną długość oscylującą wokół siedmiu minut a przy tych tempach trzeba się już zaprzeć w fotelu, żeby dotrzymać do końca utworu. Kawałek kolejny powiela wypracowany wcześniej schemat. Podobnie zresztą jak przedostatni Back into the Ocean. Z tą tylko różnicą, że w tym utworze brak fragmentów budzących do życia i otrzeźwiających słuchacza. Ten kawałek momentami przypomina mi dokonania Psychonaut 4. Album zamyka utwór No Escape, którego początek jest mocno uspokajający. Bardzo przyjemne partie gitar i delikatna perkusja a do tego nieco bardziej opętany i znów wyższy w rejestrach growl. Gdy po trzech minutach perkusja przyspiesza, utwór staje się naprawdę bardzo dobry. Szkoda tylko, że tempo ponownie spada i znów robi się nudnawo. Budzi dopiero kołysankowa klamra spinająca krążek w jedną spójną całość. Za ten zabieg wielkie brawa!
Pomimo mojego wybrzydzania The Greater Evil to naprawdę dobry i dopracowany album. Może nie trafia dokładnie w moje gusta, ale od okładki poczynając a na kołysankowej klamrze kończąc jest to wydawnictwo bardzo dopracowane i przemyślane. Polecam je więc każdemu, dla kogo zawrotne tempa nie są warunkiem koniecznym dla zakupu czy odsłuchu płyty.
Coldcell na Facebooku
Coldcell na Bandcamp
Coldcell w Encyklopedii Metalu
Ocena: 7/10
- Mysthicon – „Bieśń” (2025) - 28 sierpnia 2025
- Sombre Figures – “Streams of Decay” (2021) - 15 lutego 2022
- Nigrum Tenebris – “I am the Serpent” (2021) - 14 lutego 2022

