Kolejne miesiące, kolejne wznowienia. BMG rozpędziło się jak pendolino i nie ma zamiaru zwalniać. Dziewiątego września w odnowionej wersji wydało cztery albumy Conception, które pierwotnie ukazały się na początku lat dziewięćdziesiątych. Tutaj skupię się na debiucie zespołu, płycie The Last Sunset, oryginalnie wydanej samodzielnie przez muzyków w 1991 roku. Album okazał się na tyle dobry, że skłonił wytwórnię Noise Records do podpisania papierów z zespołem co zaowocowało powtórnym wydaniem debiutu w 1993 roku.
Conception został założony przez Tore Otsby’ego, znanego z późniejszej twórczości w Ark. Jego zamierzeniem w 1989 roku było granie thrash metalu, ale krótko po złożeniu podstawowego składu stało się jasne, że Conception sięgnie w bardziej eksperymentalne rejony. Na krótko przed sesją nagraniową debiutu skład zasilił wokalista wykształcony w klasycznym śpiewie, Roy Khan (potem Kamelot). W takim składzie muzycy nagrali płytę, która odświeżyła twarz prog rocka, mieszając go z metalem i flamenco, i wyprzedzając jednocześnie na przykład Dream Theater (debiut płytowy w 1992 roku).
Osobiście bardzo mnie cieszy ta reedycja, Conception w naszym kraju nie jest tak popularny, jak powinien, i mam nadzieję, że wznowienia to zmienią. Jak na swój gatunek, The Last Sunset jest przede wszystkim albumem przebojowym. Pomimo upływu lat słucha się go znakomicie, a jednocześnie ma się uczucie obcowania z czymś wyjątkowym. Jego nietuzinkowy charakter nie wygasł z upływem lat i nawet lekko staromodne rozwiązania na pewno nie brzmią archaicznie, a tylko nadają kompozycjom klasycznego szlifu. Jest to bezprecedensowy przypadek, że trzydziestoletni album potrafi zaskoczyć, oczarować, a wręcz zawstydzić obecne, młodsze kapele (nie wiem jak Was, ale mnie dzisiejsza scena prog męczy zjadaniem swojego własnego ogona, przez co zasługuje raczej na miano retro niż prog). Weźmy taki War of Hate, odznaczający się bardzo zgrabnym miksem ciężaru, melodii i flamenco – przecież on w swoich czasach musiał zabijać i zaskakiwać na ówczesnej scenie metalowej, kiedy gatunki były dużo bardziej odrębne niż dziś. Przykładów można podać wiele. Conception ze swoją The Last Sunset położył silne podwaliny pod późniejszy boom na prog metal i scena ta bez Norwegów nie byłaby taka sama. Odważę się nawet pójść krok dalej: słyszę tu kilka rozwiązań, które bardzo, ale to bardzo kojarzą mi się z końcówką działalności Chucka Schuldinera, czyli z dwoma ostatnimi albumami Death i debiutem Control Denied. Mam wrażenie, że Conception mogło być inspiracją dla mistrza i niech to będzie zachętą dla fanów metalu spoza nurtu stricte progowego.
Co do brzmienia zremasterowanej płyty, mi się jej słucha świetnie. Piękny, soczyście niebieski winyl nadaje nowego życia albumowi, nie przeładowując go nowoczesnością. Brzmi mocno, przestrzennie i nadal lekko staromodnie, co jak wspomniałem dodaje mu szlachetności. Atutem jest tu też umieszczenie wszystkich bonusów na ostatniej stronie (D) płyt winylowych, dzięki czemu, jeżeli mamy ochotę posłuchać tylko głównego albumu, wystarczy nie włączać ostatniej części. Jestem w stu procentach pewny, że często będę do The Last Sunset wracał.
- Temple of Void – „The Crawl” (2026) - 11 marca 2026
- Exodus – „Goliath” (2026) - 10 marca 2026
- Insidius – „Vulgus Illustrata” (2026) - 3 marca 2026
Tagi: 2022, Ark, BMG, Conception, Crest Of Darkness, Kamelot, metal, Noise Records, prog metal, płyta winylowa, recenjza, remaster, review, The Last Sunset, wznowienie.






