Pięć lat musiałem czekać, aby ponownie usłyszeć nowe wydawnictwo Cough. Przyznam szczerze, że dla fana ich muzyki to zbyt długo. Pocieszył mnie jednak fakt, że produkcja będzie na bardzo wysokim poziomie. Jusa Oborna przedstawiać nikomu nie trzeba. Bo właśnie Elektryczny czarodziej sprawował pieczę nad tym, jak ta płyta ma brzmieć. Brzmi rewelacyjne, jeśli można tak ująć tone gruzu, smoły i zajebistych kosmicznych odlotów. Zapowiadany materiał Still They Pray był jednym z tych, co najwięcej namieszają na scenie doom/stoner w 2016 r. Często tego przechwałki biorę na duży dystans, w tym przypadku muszę przyznać rację.
Minimalizm i prostota mogą być pięknymi rzeczami w muzyce, jeśli dobrane są odpowiednio i z pomysłem. A tego nie brakuje w twórczości Cough. Szaleństwem może być granie jednego riffu przez dziesięć minut. Sytuacja się zmienia, kiedy dodawane są różne efekty w tle. Słuchacz jest wprowadzany w swoisty trans i płynie pośród ciężaru i psychodelii. Przykładem jest otwieracz tej płyty – Haunter Of The Dark i drugi po nim Possession. Panowie wpinają swoje gitary we wzmaki i jadą z tematem równo. Niema litości i brania jeńców. Każdy riff z tej płyty jest swoistym monumentem. Głowa sama rusza się w takt idących walców. Ku mojej radości, cała ich masa na tym krążku. Bardzo mogą ucieszyć słuchaczy lubiących twórczość Electric Wizard i YOB. Słyszałem dość duże inspiracje tymi kapelami od pierwszego ich albumu. Jednak na tej płycie są bardzo wyraźne i wyczuwalne.
Plusem tego materiału jest dość duża liczba melodii i harmonii. Wcześniejszy krążek Ritual Abuse różnił się bardzo pod tym względem od Still They Pray. Dobrocią wielką jest utwór Let it Bleed, który to doskonale potwierdza. Czysty śpiewający wokal i sam klimat może zachęcić do częstego słuchania tej kompozycji. Shadow of Torturer z kolei to dostojny epicki odjazd.
Nie trzeba być mega fanem analogowych doomowych rzeczy, żeby dostrzec siłę zawartą w tym albumie. Broni się doskonale na tle konkurencji, wprowadzając swój niepowtarzalny pierwiastek w to, co robią. Od dawna wiadomo, że sztuką nie jest zasypanie naszych głów szybkością i tysiącami riffów. Czasem zagranie bardzo wolno niektórych rzeczy, robi niesamowitą robotę. A to jest najważniejsze, że muzyka ma cieszyć, a nie nudzić. Polecam śmiało tego longplaya, na pewno nie zawiedzie waszych uszu. Końcowa ocena może być tylko jedna, świadome i szczere granie oceniam najwyżej. W tym przypadku będzie to najwyższa ocena i warto sięgnąć po tego typu granie.
Ocena 10/10
- Tortuga – „Tortuga” (2017) - 14 lipca 2017
- Gallileous – „Stereotrip” (2017) - 7 czerwca 2017
- Strange Clouds – „Calm Before The Storm” (2017) - 19 kwietnia 2017

