Creeping Fear – „Realm of the Impaled” (2025)

Fanem Creeping Fear zostałem przy okazji premiery ich poprzedniego albumu Hated Triumph z 2021 roku. Ich klasyczna, śmierćmetalowa sztuka już wtedy do mnie pozytywnie przemówiła i ucieszyłem się na wiadomość o premierze nóweczki. Realm of the Impaled został wydany z logo Dolorem Records dnia bezpańskiego 27 czerwca 2025. Trochę się zdziwiłem, że minęło już ponad pół roku, ale na swoje usprawiedliwienie napiszę, że kopię do recenzji otrzymałem w końcówce 2025.

Na początku recenzji warto ostrzec, by nie mylić Francuzów z teksańskim Creeping Death. Może i jest to inna nazwa, ale nasze mózgi często idą na skróty, a oba zespoły parają się death metalem. Można się zakręcić. Tak więc ta recenzja mówić ma o płycie pochodzącego z Francji Creeping Fear, których to nowy album jest już ich trzecim, a sam band sieje spustoszenie od 2010 roku. Jak wspomniałem, cieszyłem się na premierę Realm of Impaled, bo lubię tego rodzaju metal. Nowe dzieło nie zmieniło podejścia zespołu do sztuki, jest to raczej kolejny krok w jej doskonaleniu i skupienie się na dopracowaniu swojego rzemiosła. Dziewięć songów o łącznym czasie trwania w okolicach trzydziestu pięciu minut daje słuchaczom brutalne przeżycie utrzymane w klimacie mięsistego, bardziej staromodnego niż nowoczesnego death metalu. Zespół utrzymuje poziom brutalności na poziomie średnim, nie przeginając z prędkościami czy gęstością aranży. Dzięki temu bardzo klasyczne spojrzenie na gatunek daje efekt, który można nazwać przebojowym, utwory wpadają szybko w ucho, noga sama zaczyna wybijać rytm, a pysk wygina się w złowieszczą podkowę. Zespół dobrze balansuje między prędkością, a morderczymi ciężarami w stylu Morbid Angel, a że lubię tego typu ciężary, to dosyć szybko się na nie dałem złapać.

W całej tej klasycznej kanonadzie warto zwrócić uwagę na fajnie zagrane solówki, które uznaję za idealne dla tej konwencji. Poziom ich skomplikowania i umieszczenie w utworach są dobrze wyważone, pozostają ozdobnikiem i dodają smaku. Doceniam to, bo często solówki w death metalu są zbyt nachalne lub przekombinowane, tu pod tym względem jest bajka. Warto też pochwalić wokal Clémenta Ducoureta, który poprowadził wokale w stronę bardzo staroszkolną. Wokal ten nie jest typowym growlem, a raczej krzykiem w stylu starego Incubus czy Solstice, żeby nie porównywać do wokali Schuldinera z Leprosy, bo trochę inaczej je jednak prowadzi.

Podsumowując, zbiorę myśli w dwóch słowach: klasyka i balans. To są główne atrybuty zespołu, które dodają mu skrzydeł. Granie tak – nazwijmy to negatywnie – typowego death metalu jest niebezpieczne, łatwo zniknąć w tłumie. Creeping Fear na moje ma w sobie coś wyciągającego ich z zalewu nazw i warto dla nich poświęcić trochę czasu i pieniędzy na zakup płyty. Na pewno też z chęcią zobaczyłbym ich na żywo, materiał Realm of the Impaled jest moim zdaniem bardzo koncertowym stuffem.

Ocena: 8/10

Creeping Fear na Facebook’u.

(Visited 1 times, 15 visits today)

Tagi: , , , , , .