Patrzę sobie na front płyty, na logo, na cover i zastanawiam się, czemu skandynawski twór nadaje albumowi tytuł po hiszpańsku. Odwracam, i widzę informację, że album nagrano i napisano na Teneryfie. Coś mi tu nie gra.
Po odpaleniu płyty, po raz kolejny upewniam się, z którą częścią Europy Cryfemal ma więcej wspólnego. Muzycznie bez wątpienia z zimną Norwegią, choć stojący za nim człowiek o pseudonimie Ebola to czystej krwi Hiszpan. Ciekawa sprawa, tym bardziej, że Eterna Oscuridad to już ósma, pełna płyta tego projektu.
Album sobie gra, a z głośników wieje wiatrem i chłodem. Dziewięć mroźnych strzałów, zbudowanych z black metalowych standardów drugiej fali, z delikatną, południowoeuropejską nadbudową. Jest szybko i konkretnie, muzycznie zaczyna kojarzyć się z takimi sprawami jak Dark Funeral czy środkowy Marduk, zwłaszcza jeśli do głosu dochodzi riff na tle black metalowej patatajki. Różnica polega na tym, że nie uświadczymy tu raczej typowej perkusyjnej nawałnicy opartej na wściekłych blastach – tempo, choć oczywiście bardzo szybkie, każe szukać inspiracji we wczesnej Grecji. Takie Insepulto brzmi jakby napędzony sterydami Rotting Christ próbował coverować Immortal i trzeba przyznać, że nie jest to złe.
W strukturach numerów niespodzianek raczej nie ma, wszystko już było i to dawno temu, Ebola nie sili się na żadne eksperymenty. Interesuje go zmasowany atak, black metal sam w sobie i sztuka dla sztuki – co oczywiście nie jest zarzutem, bo taka droga ma swoje uzasadnienie oraz całe grono oddanych fanów. Więcej zaczyna się dziać w drugiej połowie płyty – jest kilka zmian tempa, zwarta warstwa riffów ulega lekkiemu rozluźnieniu, wpuszczając nieco powietrza, tu i ówdzie pojawi się melodia, którą starzy maniacy znają i kochają od ponad dwóch dekad. Spod ciekawego, najbardziej urozmaiconego Culto A La Muerte wychodzi nawet nieśmiały klawisz, a sam numer jest czystym złem, zagranym na lekko heavy metalową modłę.
Nie sposób nie wspomnieć o wokalu, co w przypadku tak zwartych albumów często przesądza o ich sile rażenia. Ebola drze mordę z pełnym zaangażowaniem i nie odpuszcza nawet na sekundę, choć robi to trochę na jedno kopyto.
Płyta mija szybko, nawet bardzo, ale nie sięgam w kierunku przycisku „repeat”. To black metal jakich wiele, ani gorszy, ani lepszy od wszystkiego, co dawno znane. Do Eterna Oscuridad wrócę, kiedy będę miał ochotę na powrót do lat 90. w wykonaniu mniej znanych światu szaleńców.
Ocena: 6/10
- Peurbleue – „La Cigue” (2022) - 10 grudnia 2022
- Voidfire – „W Cienie” (2022) - 8 grudnia 2022
- Miasmes – „Vermines” (2022) - 23 listopada 2022

