Sytuacja w związku z tą recenzją jest co najmniej ciekawa. Muszę napisać, że mam do czynienia z debiutanckim albumem zespołu, ale zespół sam w sobie z debiutem ma niewiele wspólnego. Ba! Rzekłbym nawet, że nazwa Deadly Vision załapuje się bardziej na miano starego wyjadacza, ponieważ jej historia sięga aż 1989 roku. Po licznych perturbacjach, epkach, koncertach, zawieszeniu i wznowieniu działalności, Deadly Vision dorobili się debiutanckiej płyty, a więc sprawdźmy, co nam Panowie oficjalnie i legalnie upiekli.
Na płytę składa się osiem kompozycji, mieszczących się w nieco ponad trzydziestu minutach i jest to jak dla mnie czas idealny względem sztuki, jaką na nim się uprawia. DV jest stricte death metalowym zespołem, nastawionym na totalną dominację i rzucanie w słuchacza mięsem ciężarnych riffów. Album brzmi bardzo „amerykańsko”, utwory są brutalne, zbite, naładowane agresją i gniewem. Przy tym wszystkim nie ma problemu z odróżnieniem poszczególnych śmiercionośnych pieśni, każda ma swą charakterystykę i tożsamość. Deadly Vision rozsmakowało się na Slaughterous Foreplay w diabelnie ciężkich walcach, dewastując słuch ze skutecznością nawałnicy nie pozostawiającej po sobie niczego na swoim miejscu. Nawałnica ta nie jest co prawda rozszalałym, chaotycznym żywiołem, ale skrupulatnym i metodycznym niszczycielem, który rozsmakował się w czynieniu spustoszenia i czerpie z niego przyjemność. W tych kilkudziesięciu minutach zapisany jest kod, którego poznanie pozwala na równanie z ziemią całych miast, a muzycy wykorzystali tę wiedzę w stu procentach. Bo czy taki Consumed nie jest niszczycielem miażdżącym od pierwszej sekundy? Czy Designed To Kill nie jest czołgiem kruszącym wszystko pod swoimi gąsienicami? Czy w końcu utwór tytułowy nie posiada w sobie czegoś złowieszczego i wpływającego na otoczenie swą złą wolą? W moim uznaniu jak najbardziej, muzyka Deadly Vision ma wszystko, czego potrzebuje death metalowy album. Dla fanów porównań napiszę, iż jest to granie w podobnym klimacie do Blood red Throne, Aeon, Ingested i może trochę Cannibal Corpse, a więc nie ma tu miejsca na melodie, zaśpiewy czy inne ozdobniki. Jest twardo i mocno od początku do końca.
Na podsumowanie uczciwie pragnę ostrzec osoby, które po przeczytaniu tego tekstu zechcą sprawdzić Slaughterous Foreplay – album i jego smak wymaga czasu. Tak jak miarowe tempa górują nad innymi na płycie, tak samo trzeba się nieco poświęcić w odsłuchiwaniu Deadly Vision, najlepiej od razu głośno.
Ocena : 9/10
- Blood Red Throne – ”Sillskin” (2025) - 8 lutego 2026
- Creeping Fear – „Realm of the Impaled” (2025) - 8 lutego 2026
- Korypheus – „Gilgamesh” (2025) - 7 lutego 2026

