Site icon KVLT

Deathspawn – „Reverendus” (2020)

Defense Records w ostatnim czasie przyspieszyło kroku i wrzuciło na ruszt kilka naprawdę dobrych tytułów. Jednym z nich okazał się debiut pochodzącego ze Słupska zespołu Deathspawn (wcześniej Ressurection). Muszę przyznać, że jestem bardzo zaskoczony, iż nie miałem okazji wcześniej natrafić na te nazwy, gdyż blisko mi sercem i topograficznie do tego miasta, często także zdarzyło mi się z własnym zespołem grywać tam koncerty. Zaskoczenie więc podwójne, że pod tak zwaną latarnią znowu okazało się najciemniej. Pierwszy album zespołu ujrzał światło dnia krótko przed końcem roku 2021 z logiem wspomnianego Defense Records.

Pierwsze, co rzuciło się w oko, to nazwisko perkusisty, które możecie znać z wielu YouTube’owych coverów. W Deathspawn za garami zasiada nie kto inny jak Krzysztof Klingbein, którego poza streamem mogliście także poznać z sesyjnego bębnienia w Vader czy Hate. Jak na tym etapie się pewnie już możecie domyśleć, garki na Reverendus łoją skórę wyśmienicie i napędzają całą machinę. Krzysztof gra gęsto albo gęściej i jak ktoś lubi „masywane” albumy, to ten na pewno do niego trafi. Reszta zespołu, ma się rozumieć, także stara się nie pozostawać w tyle, przez co gitarowi dwoją się i troją w swoich partiach, które ku mojej uciesze nie są przesadnie zagmatwane. Technika muzyków prezentowana jest ze smakiem, wiedzą, kiedy pozwolić sobie na skakanie po gryfie, a kiedy odpuścić, co procentuje bardzo przejrzystym brzmieniem i aranżem. Skomasowany atak rozpoczyna się od pierwszych dźwięków trwania płyty, gdy to bez żadnego intra zespół atakuje promującym płytę Grace of Purpose i nie zwalnia do samego końca. Długo nie słyszałem tak wściekłego, polskiego debiutu. Deathspawn szuka inspiracji głównie na naszej scenie, ale też w amerykańskim odłamie agresji. Słychać tu głównie zamiłowanie do młócki w stylu starego Hate i śmiem twierdzić, że tak teraz powinien niszczyć band Adama D., zamiast z każdym albumem pchać się jeszcze bardziej w black metalowe przebieranki. Dodatkowych elementem mogącym kojarzyć się z Hate są wokale Bartosza Karzanowicza, który wbił je bezbłędnie i gęsto. Jego barwa jest niska, ale czytelna, a użycie dubli potęguje moc i przypomina wspomniany dzięki temu sposób pracy głosu Pierwszego Grzesznika.

Porównania porównaniami, lecz należy przyznać, że słupszczanie uprawiają kawał dobrego rzemiosła i należy pamiętać, iż Reverendus to debiut, który ma prawo jeszcze dopuszczać pewne wpływy. Jak już przy delikatnych minusach jesteśmy to muszę wspomnieć, że brakuje mi na płycie zwolnień, które mogłyby pięknie kontrastować do preferowanych uber prędkości zespołu. Mogę się mylić, ale koncertowo spotkanie z takim monolitem szybkości mogłoby się okazać lekko monotonne, a co najważniejsze muzycy w kompozycji Rage of Pariah pokazują, że potrafią jeździć walcem i miażdżyć kości. Drugą mini wadą jest troszkę za „ładne” brzmienie. Osobiście trochę bym je popsuł, ale to już kwestia gustu. Death metal jest na tyle rozbudowaną sztuką, że można robić go na wiele sposobów, a Deathspawn niewątpliwie znalazł swój i liczę, że w przyszłości zmiażdży mnie jak małą mrówkę pod butem.

Ocena: 8/10

Deathspawn na Facebook’u.

Exit mobile version