Odkąd pierwszy raz usłyszałem Stellar, nie mogę przestać myśleć o Der Weg Einer Freiheit. Ich muzyka ciągle do mnie wraca, kolejne albumy stają się lepszymi od poprzednich tylko dlatego, że właśnie ich słucham. A jak wkładam do odtwarzacza płyty słuchane wcześniej, to one rozsiadają się wygodnie, lecz dość nerwowo na muzycznym piedestale. A najgorsze jest to, że w międzyczasie nie mogę słuchać niczego innego. Nic mi nie podchodzi. Zepsułem się sam na własne życzenie.
I tak sobie pomyślałem, że jak opiszę Wam tu ostatnią (jak do tej pory) z płyt tego niemieckiego kwartetu, to może mi przejdzie. Może uwolnię się od tego pięknego, ale męczącego fatum i w końcu zabiorę się za recenzowanie czegoś, co nieodkryte, a faktycznie warte jest poznania.
Napisałem, że płyta ostatnia. A to nieprawda, gdyż tak naprawdę ostatni nieopisany przeze mnie krążek jest pierwszym w dorobku kapeli. Wydanym własnym nakładem i tylko w 200 egzemplarzach.
Bałem się o niej pisać wcześniej, gdyż bałem się, że w tym wykonanym z niemiecką dokładnością krysztale znajdę pierwszą rysę (a wiadomo, pierwsza boli najbardziej) i będę musiał napisać, żebyście nie kopali po Internetach za tym muzycznym anachronizmem. Niemniej spróbowałem…
I faktycznie jest nieco surowiej, nieco bardziej siermiężnie i nieco mniej wykwintnie. Tyle, że od razu słychać, kto jest kto i o co chodzi. Panowie Bawarczycy grają swoje od początku istnienia kapeli i tylko szlifują warsztat i dopieszczają wymyślone przez siebie pomysły. Natomiast (i tu nie jestem nic a nic stronniczy) nawet ta pierwsza płyta jest po prostu świetna. Od pierwszego do ostatniego dźwięku nie daje wytchnienia, wymaga skupienia i chęci zrozumienia materiału. A jednocześnie pozwala na zatopienie się w burzliwych i zimnych falach pięknej i bardzo mięsistej melodyki. Wiadomo, raz jest szybciej a raz wolniej. Raz bardziej nostalgicznie i melancholijnie a raz brutalnie i prosto między oczy. Czasem jest także wyłącznie instrumentalnie, ale to żadna ujma dla muzyki w wykonaniu Der Weg. Bo oni muzyką właśnie przekazują nam swoje emocje, tekstem (według mnie) w mniejszym stopniu. U nich muzyka jest najważniejsza, to ona na płycie jest headlinerem, głównym bohaterem i wizytówką. Czyli dokładnie tak, jak według mnie być powinno. Muzyka przede wszystkim. I to muzyka prima sort!
Ocena: 9,0/10,0.
- Mysthicon – „Bieśń” (2025) - 28 sierpnia 2025
- Sombre Figures – “Streams of Decay” (2021) - 15 lutego 2022
- Nigrum Tenebris – “I am the Serpent” (2021) - 14 lutego 2022

