W końcu, po sześciu długich latach, ukazała się pozycja oczekiwana przez większość fanów black/thrash metalu. Od początku było jasne, że następczyni chwalonego przez wszystkich Wildfire (2016) nie będzie miała łatwo, ponieważ tamta płyta dodała nowej jakości w brzmieniu Australijczyków z Deströyer 666 i pozyskała dla nich tłumy nowych słuchaczy. Na Wildfire thrash metalowa furia w większości zaczęła ustępować heavy metalowym melodiom i dzielonym wokalnie, chwytliwym refrenom, a black metalowa atmosfera praktycznie opuściła muzykę D666. A jak to wygląda na najnowszym pełniaku australijskich wilków?
Szósty longplay Deströyera 666 wzbudza w słuchaczach dość skrajne emocje właściwie od momentu, gdy został udostępniony przez zespół w sieci. Pierwszym utworem, którym zespół podzielił się z fanami, był krótki i dynamiczny Guillotine, na który wylano wiadro pomyj za jego rażąco lakoniczny i jednocześnie niezbyt kreatywny refren, w którym wiecznie zadziorny i lubiący kontrowersje KK Warslut krzyczy „What the hell happened to my country?”. Warslut często miewał lepsze i gorsze momenty w swoich tekstowych wojażach, jednak tutaj – mówiąc łagodnie – znów nie zachwycił. Kogo obchodzą jednak teksty zespołu grającego taką muzykę, jak Panowie z D666? Cóż, na przykład mnie. Na szczęście Guillotine to jeden z niewielu przykładów tak banalnej i leniwej liryki na tej płycie.
Wróćmy do muzyki. Słuchając Never Surrender można odnieść wrażenie, że D666 kontynuują drogę, którą obrali, wydając Wildfire, momentami zataczając koło i drepcząc dokładnie tymi samymi śladami. Albumy te są do siebie podobne, ale Wildfire nawet dzisiaj brzmi świeżo, a szósty album Australijczyków już niestety nie. Zespół jeszcze bardziej uprościł strukturę swoich utworów, przez co brakuje w nich nieprzewidywalności, która definiowała jego dokonania z pierwszych trzech płyt. Na domiar złego produkcja i mix nie są mocną stroną tej płyty – są zbyt czyste i sterylne, a co jak co – takie brzmienie do Deströyer 666 ani nie pasuje, ani nie jest zgodne z dumnie głoszonym przez nich od samego początku działalności credo.
Never Surrender nie jest płytą całkiem złą, ale dla mnie – wieloletniego fana – trochę rozczarowującą i niezbyt zapadającą w pamięć. Na pewno spodoba się rock ‘n’ rollowa energia, którą Australijczycy wciąż w sobie mają i dobitnie eksponują, np. na świetnym kawałku tytułowym, singlowym Guillotine czy też melodyjnym i wpadającym w ucho Grave Raiders. Mocnymi punktami tego albumu są również Mirror’s Edge ze swoim atmosferycznym finałem, a także nawiązujący riffingiem do starszych płyt Savage Rights. Muzycy Deströyera idą w prostotę i nie można ich za to winić, ale brakuje tu tej innowacyjnej świeżości, która parę lat wstecz przyświecała świetnie odebranemu Wildfire.
Never Surrender jest płytą przeciętną jak na wysokie standardy, do których przyzwyczaiła nas australijska grupa. Z pewnością nie jest to album, który poleciłbym na start komuś nieznającemu twórczości ekipy Warsluta. Jest tu parę ciekawych kawałków, do których będę wracać, jednak do całości płyty – pewnie nieczęsto. Koniec końców, D666 nie stracili swojej dzikiej energii, jednak chyba brakuje im inspiracji. Dodatkowy punkt trochę na zachętę: najlepsze utwory z tego wydawnictwa będą świetnie wypadać na żywo – tego jestem pewien!
Ocena: 6/10
- Brutal Assault XXVIII – Jaroměř (06-09.08.2025) - 28 września 2025
- Misþyrming, Kringa, Ritual Death, Nubivagant – Kraków (09.01.2023) - 12 lutego 2023
- In Flames, At the Gates, Imminence, Orbit Culture – Katowice (15.11.2022) - 17 stycznia 2023

