Site icon KVLT

Echolot – „Destrudo”(2020)

Kolejny z długich, nudnych styczniowych wieczorów postanowiłem spędzić z post metalem autorstwa szwajcarskiego Echolot. Zespół mimo koncertowania niegdyś z Triptykon nie grzeszy rozpoznawalnością, a Destrudo to ich trzeci album – te dwa fakty połączone w jedno nie nastroiły mnie do ich zeszłorocznego krążka szczególnie entuzjastycznie, na szczęście podejście to okazało się błędne, a kapela wydaje się mieć wystarczający potencjał na to, aby w końcu bardziej się wybić.

Po bardzo ładnym wstępie do rozpoczynającego krążek Frozen Death Star w słuchacza natychmiastowo uderza ciężki, doomowy walec z dodatkiem prawdziwie ekstremalnego wokalu. Nastrój jednak szybko się zmienia i przechodzi w bardziej stonowaną, post metalową wstawkę z delikatnym śpiewem, by po jakimś czasie znowu wrócić stylistycznie do mocnego początku – taki pokrótce jest też patent zespołu na pierwsze dwa utwory, z tą tylko różnicą, że Orbital jest od swojego poprzednika ciut szybszy i zawiera więcej elementów kojarzących się z rockiem progresywnym. Wokalu oczywiście nie ma za wiele, większość Destrudo to budowanie posępnego i lekko psychodelicznego klimatu za pomocą instrumentów. Działa to w zasadzie bardzo dobrze (tak samo też brzmi), i powinno spodobać się miłośnikom grania spod szyldu Cult of Luna czy niemieckiego Ahab.

Po tak świetnym początku delikatnie rozczarował mnie niestety kolosalny (blisko 20 minut) Wind Up North, którego długości niestety jest trochę na wyrost. Czterominutowe organowo-ambientowe zwieńczenie kawałka można było sobie zwyczajnie odpuścić albo chociaż skrócić, część główna numeru jest długim wałkowaniem w zasadzie jednego doom metalowego riffu – tyle dobrze, że sam riff jest po prostu dobry, a Echolot nie ogranicza się do przedstawienia go wyłącznie w jeden sposób (powolne budowanie nastroju następujące gdzieś w jednej trzeciej wypadło świetnie). Jak wiadomo końcówki albumów są jednak bardzo ważne w kontekście odbioru całości i te ciągnące się fragmenty odrobinę na niego rzutują.

Mimo tego Destrudo mogę z czystym sumieniem polecić. Nie spodziewałem się po tym krążku zbyt wiele, a dostałem kawał naprawdę porządnego i ciekawego doomowo-post-metalowego grania. Losy zespołu będę z ciekawością śledził. Chłopaki nie próżnują, także kolejnego albumu można spodziewać się raczej prędzej niż później. Na pewno po niego sięgnę, póki co ochoczo będę wałkował ich ubiegłoroczne wydawnictwo.

Ocena: 8/10

Echolot na Facebooku

Exit mobile version