Site icon KVLT

Ephialtes – „Melas Oneiros” (2024)

W listopadzie dotarł do mnie album pod tytułem Melas Oneiros debiutującego zespołu Ephialtes. Płyta miała swą premierę 1 listopada 2024 roku nakładem Black Lion Records i biorąc się za pierwszy odsłuch, byłem pewien, iż mam do czynienia z początkującym bandem. Późniejszy research wyciągnął mnie z odmętów niewiedzy, ale zdanie o muzyce miałem już wstępnie wyrobione, więc mogę szczerze napisać, że nazwiska twórców nie miały absolutnie wpływu na moją ocenę.

Jak się okazało, Ephialtes tworzy czarna śmietanka polskiej sceny ekstremalnej złożona z muzyków Devilish Impressions, Asgaard, Spatial, Crionics i Gnida. Debiutanci z nich żadni, dziewictwo dawno zostało oddane, a doświadczenie wycieka z każdego dźwięku nagranego na Melas Oneiros. Nazwa może i jest nowa, lecz na tym kończy się bycie metalowym żółtodziobem.

Muza, jaką panowie postanowili nagrać na swoim pierwszym albumie nie należy do rzeczy oczywistych, jakie w ostatnich latach lądują w moim odtwarzaczu. Jednakże już przy pierwszym, szybkim przelocie wyrywkowym po kompozycjach wiedziałem, że powinien mi się spodobać. Możliwe, że byłem głodny takich dźwięków, ale pewny jestem, iż jest to najnormalniej dobrze zrobiona płyta, która ma szansę przekonać do siebie fanów różnych odmian metalu. Wpływów budujących Melas Oneiros jest sporo, głównymi niewątpliwie są symfoniczny black i nieprzesadnie ciężki death metal (żeby nie napisać melodyjny). Kawałki nastawione są na atmosferę całości, agresywne partie ustawione jako równoważnik dla dużej ilości melodii, często pojawiających się klawiszy i czystych wokali. Tym co zwróciło moją uwagę jest jawna inspiracja symfonicznym blackiem „złotego okresu”, z którego słyszę tu Old Man’s Child, Agathodaimon, Naglfar czy Dimmu Borgir (z czasów, gdy jeszcze pamiętali, że gitary są ważniejsze od orkiestracji). Ephialtes oczywiście tworzy własną sztukę, stara się o styl i im tego nie mam zamiaru odbierać, ale ta nuta nostalgii bardzo mi tu odpowiada. Album jest bogaty w środki, rozwrzeszczane wokale Quazarre’a (Przemysław Olbryt) wymieniają się z pełnymi dramaturgii śpiewanymi partiami, co świetnie koresponduje z różnorodnością kompozycji.

Do płyty wprowadza nas świetne intro skomponowane przez Krzysztofa Wołoszyna i jest to główny, zauważalny element nawiązujący muzycznie do starożytnej Grecji. Tu chyba bym postawił jedyny minus, bo jak się stawia na grecką nazwę, tytuł, oprawę graficzną, to można by zadbać o częstsze wpływy muzyczne. Nie mówię, by robić z Ephialtes drugiego Nile’a, ale przy takiej ilości melodii dałoby się silniej wbić grecki mistycyzm do kompozycji. Zobaczymy, może to będzie kolejny krok w rozwoju zespołu w przyszłości.

Melas Oneiros oceniam wysoko, zagrać tak melodyjnie i mnie nie zasłodzić trzeba potrafić. Muzycy wiedzą, jak sztukę balansować, by równomiernie czarowała i kąsała. Jak czerpać z klasyki, jednocześnie pamiętając o własnym stylu. Nie jest to album, który szokuje nowymi rozwiązaniami, ale bardzo dobrze się go słucha, przynajmniej ja czerpię radość z jego odtwarzania. Jestem również ciekaw dalszych kroków zespołu.

Ocena: 8/10

Ephialtes na Facebook’u.

Exit mobile version