Nadszedł ten moment, kiedy brutale z Exhumed postanowili dołożyć do swej bogatej dyskografii kolejny pełny album. Jeżeli udało mi się dobrze policzyć, jest to siódmy krążek z premierowym materiałem w trzydziestosześcioletniej karierze kapeli. Red Asphalt, bo taki nosi tytuł, będzie miał premierę 20 lutego nakładem Relapse Records.
Minęło trochę czasu odkąd ostatni raz słuchałem Exhumed. Początki zespołu pamiętam doskonale – od debiutanckiego Gore Metal, przez Slaughtercult do przezajebistego Anatomy is Destiny śledziłem ich ruchy dokładnie. Późniejszy okres działalności trochę odpuściłem, czy też może bardziej nie zgrywałem się z tym, co proponowali. Nigdy jednak nie przestałem ich szanować i darzyć sympatią. Zapowiedzi nowej płyty odebrałem z ciekawością i nadzieją, że nadszedł czas, bym po ładnych paru latach znowu padł na kolana przed mistrzami krwawej jatki. Moje nadzieje zostały ostudzone przez dwa pierwsze utwory singlowe: Unsafe at any Speed i Shovelhead. Jak mniemam, wybrano je na promocyjne ze względu na ich bardziej przyswajalny charakter i może możliwość łatwiejszego połączenia z humorystycznymi wideoklipami. Na mnie to nie zadziałało i zawiodłem się sromotnie. Czekałem na cios, jad, krew i rozrzucone po podłodze flaki, a dostałem kompozycje pozbawione szaleństwa i raczej mało charakterystyczne.
Dopiero singiel numer trzy przywrócił małe nadzieje na mocny album. The Iron Graveyard w końcu pokazał uwielbianą przeze mnie twarz zespołu, gdzie blasty walą w słuchacza pełną mocą, a wokale wymieniają się w rytmicznym dialogu. O taki Exhumed walczyłem i takiego chciałem więcej. Czy go dostałem? O tym poniżej.
Red Asphalt to niespełna czterdzieści minut agresywnej jazdy. Określenie „jazda” ma tu podwójne znaczenie, ponieważ jest to concept album zbudowany wokół wypadków na drogach i związanych z tym brutalnych następstw. Dziesięć kawałków opisujących wszelkie katastrofy czyhające na kierowców i uczestników ruchu – jest to ciekawy i bogaty w inspiracje temat (spodziewam się w przyszłości Red Asphalt vol.2). Co do zadanego wyżej pytania, czy dostałem więcej oryginalnego Exhumed, już odpowiadam… TAK! Nowy album okazał się ostatecznie bardzo klasyczny dla zespołu i utrzymany w klimacie mojej ulubionej Anatomy Is Destiny. Dwa negowane przeze mnie single w połączeniu z całością stały się fajnym urozmaiceniem i oddechem w gore blastowej galopadzie. Muzycy ewidentnie nadal uwielbiają „środkowy” Carcass, dają temu pokaz na każdym kroku, ale dziś jest to już po prostu ich styl, jak najbardziej pożądany i lubiany. Na płycie znalazł się ogrom chwytliwych, brutalnych motywów, które da się zapamiętać, chce się ich słuchać i do nich wracać. Dla przykładu podam tu Symphorophilia, który momentalnie stał się moim ulubionym fragmentem płyty. Niecałe dwie minuty trwania utworu i jego bezpośredniość czynią go najbrutalniejszym z całości. Mimo to zostaje w głowie, nie jest zwykłym zbiorem blastów i krzyków. Tak się po prostu robi dobry death metal, nawet agresja musi mieć swój początek w dobrym pomyśle i na nim dopiero można budować resztę, zamiast, jak niektóre zespoły, skupiać się jedynie na samym ataku.
Na płycie znajduje się więcej wyśmienitych kąsków i warto jej słuchać w całości. Byłem niedowiarkiem, ale na szczęście nie należę do ludzi, którzy nie potrafią się przyznać do błędu. Red Asphalt kopie dupę zawodowo, unosi wysoki poziom osiągnięty lata temu i nie powinien zawieść fanów zespołu i ogólnie krwawej gore metalowej makabry. Z pewnością znajdą się jacyś malkontenci, ale będzie ich mało.
Ocena: 8/10
- Exhumed – „Red Asphalt” (2026) - 18 lutego 2026
- Blood Red Throne – ”Sillskin” (2025) - 8 lutego 2026
- Creeping Fear – „Realm of the Impaled” (2025) - 8 lutego 2026

