Farflung ‘5’ (2016)

 

farflung-5

Przed napisaniem tej recenzji zadałem sobie dość istotne pytanie, skąd bierze się tak duża popularność gatunku muzycznego , który swoje korzenie miał w latach 60 – 70 XX wieku. Mowa oczywiście o space rocku. Fanów i zespołów przybywa coraz więcej . W internecie można znaleźć lepsze lub gorsze rzeczy, ale zdecydowanie zespół Farflung jest jednym z tych, które świadomie uczestniczą w rozwijaniu starych pomysłów, jakie grał m.in. Hawkwind.

Płyta, którą mam przed sobą została wydana przez włoską wytwórnię Heavy Psych Sounds Records. Jest to ich dziewiąte wydawnictwo a na albumie znajdziemy 9 solidnych kompozycji. Dźwięki, które składają się w spójna całość zostały nagrane w Saturn Moon Studio i są bardzo klarownie oraz czytelnie. Produkcje mogę pochwalić na 5, ponieważ bardzo przyjemnie się tego słucha. Perkusja dudniąca w tle z mocno sfuzzowanymi gitarami i dość oryginalnym wokalem robią świetną robotę. Wspomniałem o kwestiach technicznych, wspomnę też o okładce. Prostota i minimalizm. W tych dwóch słowach można ją opisać.

Przejdźmy dalej do tego, co się dzieje jak wrzucimy to wszystko w odtwarzacz. Pod numerem jeden zaczyna się Hive. Spokojna dostojna przestrzeń zmienia się dość wyrazisty puls, który trwa aż do samego końca.
Ten kawałek idealnie nadaje się na openera tego albumu. Później jest tylko lepiej, bo Proterozoic i 044MZP to idealna muzyczna podróż szlakiem gwiazd i planet. Czemu w taki sposób pisze o ich muzyce? Bo moim zdaniem byłby to idealny soundtrack każdego astronauty. Muzycy Farflung mieszają wszystko, co najlepsze i pozostawiają swój niepowtarzalny ślad w tym, co robią.

Warto dodać, że na płycie znajdziemy jeden cover. Jest to utwór Being Boiled brytyjskiej grupy The Human League. Przyznam szczerze, że wersja na płycie bardziej podoba mi się niż oryginał. Wokal buduje niesamowity nastrój, kiedy słuchamy tej kompozycji. A zakręcona gitara w tle robi niezły bałagan.

Kiedy napisałem o plusach, warto napisać też o minusach. Zdecydowanie będą to dwa utwory We Are ‘e’ Dismal i Jimmy, które uważam psują trochę klimat i są dość przewidywalne, jeśli nie momentami wręcz nudne. Podsumowując jest to dość ciekawy album nieco różniący się od A Wound in Eternity wydanego w 2008 r. Gołym okiem widać, że zespół się rozwija i tworzy bardzo ciekawe rzeczy.

Ocena 7/10

 

 

 

Rafał Morsztyn
Latest posts by Rafał Morsztyn (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)
This entry was posted in Recenzje. Bookmark the permalink.