Trio rodem z Gdańska to bardzo młoda kapela, która jest obecna na scenie dopiero nieco ponad rok, a już ma na koncie EPkę oraz pełny album, o którym właśnie mowa. Zespół powstał na gruzach thrashowego Deafness, i ma do zaoferowania black metal z bardzo pokaźną dawką melodii.
Pierwsze takty krążka są raczej death metalowe, ale gdy do gitary dołączy sekcja, to już nie ma wątpliwości, że pomknie to z kopyta w stronę wpadających w ucho, chwytliwych, czarnych galopad. Głuchy by zauważył, że Panowie nasłuchali się Dissection i innych bliźniaczych kapel, bo inspiracje są wyraźne jak księżyc na bezchmurnym niebie. I to w każdej warstwie – brzmieniowej, wokalnej i kompozycyjnej. Znajdziemy tu tonę melodyjnych riffów poukładanych w całkiem zgrabne utwory, które mkną jeden za drugim naprawdę szybko. Dość zaskakujące, biorąc pod uwagę fakt, że ich długość oscyluje w granicach ośmiu, dziewięciu minut.
Niestety, czar pryska przy kolejnych odsłuchach. Nie jest łatwo wypełnić taką przestrzeń układem, który byłby zwarty, zróżnicowany a przy tym chwytliwy. Funeral Mass nie uniknął pułapki powtarzalności, przez co długość albumu z czasem zaczyna zwyczajnie przytłaczać. Mniej więcej po trzecim utworze już możemy domyślić się reszty, która jest jak odbita od szablonu, a różni się tylko mniej lub bardziej zapadającymi w pamięć riffami. Zabrakło czegoś, co złamałoby schemat i nieco urozmaiciło koncepcję, ale próżno szukać nietypowych zagrywek czy nieoczywistego instrumentarium. I nawet ocierająca się o mroczną akustykę wstawka w Last Shining Star (Vast Horizons Part II) nie ratuje sytuacji.
Osobną sprawą wydaje się zamykający album Beheading The Gods, który jest wyjęty z nieco innej bajki. To wciąż melodyjna galopada, ale znacznie brutalniejsza od reszty, z death metalowym wokalem, mocno zainspirowana takimi zespołami jak Dismember. Jeśli to wybryk, to bardzo ciekawy, choć niepasujący do charakteru płyty. Jeśli to wiatr zmian, trzeba nadstawiać ucha, bo może to być niezwykle interesujący zwrot.
A jak na razie mamy po prostu powszedni, melodyjny black metal. Dobrze zagrany, poprawnie wyprodukowany, zrobiony solidnie, acz nieco rzemieślniczo. Zabrakło iskierki artyzmu, która rozpaliłaby emocje i kazała trzymać krążek w bliskiej odległości od odtwarzacza przez dłuższy czas.
Ocena: 6/10
- Peurbleue – „La Cigue” (2022) - 10 grudnia 2022
- Voidfire – „W Cienie” (2022) - 8 grudnia 2022
- Miasmes – „Vermines” (2022) - 23 listopada 2022
Tagi: 2019, album review, At The Crossroad Of Dark Paths, black metal, Funeral Mass, Mara Productions, melodic black metal, recenzja.






