Ghost – „Impera” (2022)

ghost impera

Od momentu styczniowej zapowiedzi piątego albumu Ghost wiedziałem, że kolejne dwa miesiące będą mi się strasznie dłużyć. Moja droga do zostania fanem zespołu Tobiasa Forge’a wyglądała jak sztampowy scenariusz komedii romantycznej – od niechęci (Opus Eponymous), przez nagłe i niespodziewane zauroczenie, które zbiegło się z wyciągnięciem z tyłka kija z napisem „TRV” (Infestissumam), aż po miłość absolutną (Meliora, Prequelle). Nie mogłem się więc doczekać tego, co spłodziła ekipa złożona tym razem z Papy Emeritusa IV oraz jego bandy Bezimiennych Ghouli. Do odsłuchu Impery zasiadałem jednak z lekkimi obawami – wprawdzie promujące album Hunter’s Moon i Call Me Little Sunshine po n-tej liczbie odsłuchów weszły mi do głowy razem z drzwiami i framugą, jednak utwór Twenties wzbudził lekki niepokój, że Szwedzi tym razem przeszarżowali.

Obawy te zostały rozwiane po kilku odsłuchach krążka. Forge ponownie udowodnił, że nie ma sobie równych jeśli chodzi o tworzenie chwytliwych numerów, które razem z nim śpiewać będą całe areny. W momentach, w których zespół nie odbiega za bardzo od tego, do czego zdążył na przestrzeni ostatnich lat przyzwyczaić fanów (czyli niesamowicie przebojowego hard rocka, tu ocierającego się o heavy metal, a ówdzie wręcz o pop rock), Impera spisuje się po prostu doskonale. Pierwsza połowa nowego albumu to dokładnie to, co fani zespołu znają i kochają – od krótkiego, lecz ładnego, podniosłego intra (Imperium), przez niesamowicie energetyczny i uzależniający otwieracz (Kaisarion), nieco teatralny Spillways, klasycznie „ghostowe” single, aż po RE-WE-LA-CYJ-NY i napędzany najcięższym na Imperze riffem Watcher in the Sky, wyciągnięty chyba żywcem z playlisty „80’s hard rock”. Innowacji nie uświadczycie tutaj za wiele, jednak wciąż żre to tak dobrze, że ani myślę narzekać. Są tu progresywne zagrywki w stylu Rush, słychać również echa Queen, Boston, Deep Purple czy innych gigantów tego rodzaju grania, a przy tym wszystko zostało skąpane w niepowtarzalnym sosie, dzięki któremu nie sposób pomylić tych utworów z innym zespołem niż Ghost. Do tego te refreny… po prostu majstersztyk!

Nadejście odbiegających od tej normy kawałków zwiastuje pierwszy z instrumentalnych przerywników, Dominion. Do następującego po nim Twenties przez długi czas nie mogłem się przekonać, a myśl, że tym razem formacja przekombinowała i umieściła na Imperze utwór po prostu „asłuchalny”, początkowo wygrywała. Z czasem udało mi się jednak w tej zwariowanej kompozycji odnaleźć pozytywne elementy – czyli warstwę instrumentalną i momentami podniosły klimat – niemniej za sprawą dyskusyjnych zabiegów wokalnych oraz słabego refrenu numer ten jest moim zdaniem jednym z gorszych nagranych przez Ghost. Kolejną niespodzianką okazał się kawałek Darkness at the Heart of My Love, a to dlatego, że choć Forge zawsze potrafił komponować piękne ballady, to jednak ta jest po prostu nieciekawa i stała się pierwszym utworem tej formacji, który często po prostu pomijam przy odsłuchu. Na szczęście Impera wróciła na właściwe tory wraz z chwytliwym, pop-rockowym Griftwood (przedrefren oraz refren po prostu wymiatają), aż w końcu uderzyła prawdziwą bombą. Respite on the Spitalfields to chyba najpiękniejszy utwór w katalogu Ghost. Inspirowany historią Kuby Rozpruwacza numer ma monumentalny klimat, wspaniale zaśpiewane zwrotki, doskonałą solówkę oraz przepiękny, chwytający za serce refren. Ponadto ostatnia jego minuta wraz z otwierającym krążek Imperium tworzą klamrę kompozycyjną, pięknie spinającą piąty album zespołu. Respite… w pełni wynagradza trudy oczekiwania na ten krążek i stanowi jego zdecydowanie najjaśniejszy punkt; już nie mogę się doczekać, aż usłyszę go na żywo.

Jak więc widzicie, Impera to kolejne udane dzieło Tobiasa Forge’a i jego kompanów. Niestety, obok rewelacyjnych piosenek nie zabrakło numerów, którym nie udało się doskoczyć do standardów zespołu. To jednak mała łyżka dziegciu w tej beczce miodu, jaką jest piąty długograj Ghost. Pełnego nośnych refrenów, hołdujących klasyce riffów oraz błyskawicznie zagnieżdżających się pod czaszką melodii krążka słucha się z niesamowitą frajdą i nie wyobrażam sobie, aby któregoś z fanów kapeli to wydawnictwo nie zadowoliło. Hejterów na pewno do zmiany zdania nie przekona, jednak nie sądzę aby lider i mózg tego projektu był w jakikolwiek sposób zainteresowany nawracaniem ich. Bo i po co?

Ocena: 8/10

Ghost | Facebook

Łukasz W.
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , .