Pamiętacie klasyczne amerykańskie filmy z lat 70? Skąpana w pełnym słońcu Route 66, czyli autostrada do piekła. Otwierają się drzwi przydrożnej knajpy i z nich wychodzi dość ciekawy człowiek. Kowbojski kapelusz na głowie, szpiczaste buty i obcisłe jeansy. Wsiada do auta, odgarnia swoje długie włosy, zapala papierosa i odpala silnik. Po chwili jazdy włącza radio i słychać pierwsze dźwięki Devil’s Sales Manager kapeli Gravity Eater. To czysta fantazja i obraz z mojej głowy, jednak inaczej nie widzę muzyki chłopaków z Warszawy.
Protostar to druga EP-ka nagrana w ciągu dwóch lat. Pierwsza miała luźną formę dema, tym razem całość wydaje się bardziej dopracowana. Wydanie stylizowane na płytę winylową. Prosta okładka, jak i muzyka oczywiście. Fan skomplikowanych dźwięków nie ma czego szukać na tym krążku. Znajdziemy na nim sześć kompozycji. Wszystkie są hołdem dla pustynnego grania, tego amerykańskiego spod znaku Kyuss czy Fu Manchu. Niedociągnięcia są momentami dość duże, jednak kogo to tak naprawdę obchodzi. Od czasów, kiedy Josh Homme tworzył pierwsze riffy, gatunek żyje swoim życiem. Taka muzyka ma być energią, a nie usypiać. Tak jak na wstępie napisałem, będzie idealną do jazdy samochodem. Z kolei Devil’s Sales Manager jest tym utworem, który się nuci cały dzień. Nic odkrywczego w tych riffach nie znajdziemy. Jednak bardzo się podobają. Później jest Vikki i w tym przypadku nie wnikam w liryki. Może to być jednak dość zabawne, kiedy uważniej się im przyjrzymy.
Pochwalić trzeba Weedel Studio, gdzie powstała ta EP-ka. Jest brud i totalny syf w brzmieniu gitar, co dla mnie jest kapitalną rzeczą. Czuć garaż w tym graniu i tak ma być. Kiedy posłuchamy pierwszych albumów Kyussa, znajdziemy to samo. Nie było tam kombinacji a proste szczere patenty. W przypadku Gravity Eater, jest duży nacisk na prostotę. Kawałki nie są rozbudowane, jednak każdy w sobie ma fajny przekaz. Pochwalić chciałbym wokalistę. Śpiew jest przejrzysty i ma dość ciekawą barwę. Komponuje się dobrze na tle „gitarowego piachu”. Przypomina mi dokonania Fu Manchu. Szczególnie z czasów albumu In Search Of. Wydanego w 1996 roku.
Miejsce Gravity Eater jest w małych klubach i wśród ludzi kochających stoner rocka tak samo, jak oni. Są kolejnym polskim zespołem w ostatnim czasie, który wypuszcza ciekawy materiał swoim sumptem. Zachęcam do kupna tej EP-ki i wspierania ich w tym, co robią. Kto wie, może za kilka miesięcy nagrają swoją pierwszą dużą płytę. Ocena końcowa to osiem solidnych oczek. Uważam, że niedosyt jest tysiąc razy lepszy niż tzw. zmęczenie materiału. W przypadku Protostar, na brak dobrej muzyki nie można narzekać.
Ocena 8/10
- Tortuga – „Tortuga” (2017) - 14 lipca 2017
- Gallileous – „Stereotrip” (2017) - 7 czerwca 2017
- Strange Clouds – „Calm Before The Storm” (2017) - 19 kwietnia 2017

