Site icon KVLT

Groza – „The Redemptive End” (2021)

Sam nie wiem jak to się stało, że najnowsza płyta niemieckiej Grozy przeleżała u mnie na półce pół roku. Zazwyczaj po otrzymaniu „przelatuję” album po łebkach, żeby sprawdzić, z czym mam do czynienia. No i jak jest bida, to faktycznie płyta ląduje na półce w oczekiwaniu na pańską łaskę. Ale jak jest super, to i tak nie opuszcza odtwarzacza przez kolejne tygodnie. Tak więc i recenzja pojawia się naturalnie.

Tym razem było inaczej. Płyta wydała mi się jakaś dziwna, w dodatku krótkawa (choć trwa prawie trzy kwadranse i zawiera sześć utworów) i sobie odpuściłem. Aż tu nagle przekopując jak zwykle Youtuba, wyświetlił mi się utwór Elegance of Irony. I osłupiałem. Brutalne, ale bardzo melodyjne rytmy, a do tego, rzekłbym wręcz komercyjny klip, przykuły moją uwagę na kilkunastokrotny odsłuch. I wtedy przypomniało mi się, że przecież The Redemptive End leży na mojej półce w zapomnieniu. I już wiedziałem, że podczas wstępnego odsłuchu chyba popełniłem jakiś błąd.

Płytę wydało w sierpniu AOP Records. I to poza wersją kompaktową album ukazał się także na winylu. Album zaczyna się bardzo niewinnie delikatnym, przyciszonym gitarowym riffem. Po chwili dołącza do niego miarowa powolna perkusja i walec Grozy rozpoczyna swą podróż. Część pierwsza Sunken in Styx to tak naprawdę wstęp do albumu. Wszystko nabiera koloru w drugiej odsłonie tego utworu (Sunken in Styx – pt. II Descent). Muzyka nabiera szybkiego tempa, a brutalny choć stłumiony nieco growl definiują wyraźnie przestrzeń zespołu. Elegance of Irony kontynuuje ten sam klimat, który w wielkim uproszczeniu i przybliżeniu można by porównać do dokonań Mgły czy Uady. Część z Was pewnie oburzyła się nieco na tak śmiałe porównanie, ale porównajcie sobie miarowe rytmy, tempo, przytłumione dźwięki i schowany nieco growl do przykładowego Exercises in Futility IV. Nie podobne? Utwór tytułowy przynosi jeszcze więcej brutalności, szybkości i bezkompromisowego post blacku. Na szczęście czytelne linie melodyczne i niesamowity klimat utrzymuje się niezmiennie. A klimatyczny antrakt dodaje tylko uroku i duszy temu albumowi. Krążek zamyka prawie jedenastominutowy Homewards. Utwór rozkręca się dość długo, ale ani na chwilę nie ustępuje swoim genialnym poprzednikom. A dodatkowo przestrzeń i klimat, które są w tym numerze bodaj najwyraźniejsze – wręcz zachwycają!

Ten niemiecki kwartet to dość młody stażem twór na black metalowej scenie. W dorobku mają przecież zaledwie dwa albumy (i to oba pełnowymiarowe), a pięć lat na scenie to przecież nie tak znów długo. Z całym przekonaniem mogę jednak powiedzieć, że The Redemptive End to album absolutny, któremu nie brakuje nic. Tu pasuje każdy riff, każde uderzenie w bębny i każde słowo. Od wspomnianego na początku Youtubowego odkrycia Groza nie cichnie prawie w ogóle w moich odtwarzaczach, w domu, w samochodzie, w pracy, na telefonie… Wszędzie ostatnio tylko The Redemptive End. Nie przegapcie tej płyty bo jest genialna!

Groza na Fecebooku
Groza na Bandcamp
Groza w Encyklopedii Metalu

Ocena: 10/10

Exit mobile version